Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 914 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


covery nie są takie złe

piątek, 23 października 2009 23:33


Panie i Panowie i pozostałe kreatury,
przedstawiam zespół The Baseballs.
Prosto z Niemiec, wykonujący covery współczesnych piosenek w odmiennym stylu.

Jak dla mnie dużo lepsze od oryginałów (ok, nie wszystkie)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Chwale się

środa, 02 września 2009 10:13
A co mi tam... kiedyś trzeba zacząć. 
A będę, a jadę... a spędzę z tymi panami weekend cały.
I dzięki jednemu mailowi i palmie ;p

co prawda jeszcze trzeba się będzie przebić przez obcowanie z głowami tego państwa i powalczyć- czyli inscenizacja bitwy pod Wizną.
Jeah cieszę się jak bachor, któremu ktoś dał cukierka i go nie zabrał.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

NIE!!!

sobota, 18 lipca 2009 13:07
Cienka czerwona linia, był  taki film wojenny oparty na powieści Jamesa Jonesa. Ja jednak nie o filmie, tylko o mówieniu NIE. Stanowczemu kręceniu głową w prawo i lewo (chociaż tutaj akurat dużo do powiedzenia ma kraj z którego pochodzimy).
NIE, jako zaprzeczenie czemuś, NIE jako sprzeciwanie się czemuś lub komuś (np mówie stanowczo NIE wszelkim zbrodniarzom wojennym, pedofilom, i innym wyrzytkom), ale tez NIE jako nie zgadzanie się na zrobienie czegoś co może kolidować z naszym własnym interesem. I tu zaczyna sie problem... Wielkie poradniki uczą nas asertywności, mówiąc w wielkim skrócie jest to umiejętność mówienie NIE. Nie stety jest to tudna sztuka dla obywdu zainteresowanych ston, zarówno proszącej jak i odmawiającej. Najczęściej odmowa jest odbierana jako czysty egoizm z naszej stony. Pytanie które przychodzi mi namyśl w tej chwilie: Czy osoba prosząca też nie wykazuje się odrobiną egoizmu? W końcu najczęśćiej prosimy o jakąś przysługę, która spokojnie sami moglibyśmy wykonać. Ok, czasem wymaga to więcej czasu, włożenia odrobiny wysiłku i szczypty chęci. Oczywiście dużo łatwiej jest się zgłosić do kogoś.
Czasem zgadzamy się na coś tak dla świetego spokoju. Ot łatwiej (może) jest poświęcić te kilka minut z naszego cennego życia, niż użerać się później z "miła osóbką", która będzie nam wiercić dziure w brzuchy i wypominać do grobowej deski jakim to jesteśmy samolubnym typem i za grosz nie mamy w sobie empatii.
Mam dziwne wrażenie, ze owa empatia jakoś koliduje z byciem asertywnym i stanowczym mówieniem NIE.
Z drugiej ząś strony, skoro wiem, że nie muszę czegoś robić i w żaden sposób nie zagrozi to drugiej osobie, to po cholerę mam się wysilać- o, jestem egoistką. Może, nie wiem... z trzeciej strony, jeżeli ja tego nie zrobię, to tym samym zmuszę proszącego o to, żeby sam zrobił. Skoro wiem, że może i tylko z czystego lenistwa nie chce, to mogę być sobie tą egoistką (powt.!)
Mówienie NIE to trudna sztuka, bo jeżeli chociaż tochę jest w nas sumienia (czy czegoś tam),to każda nasza odmowa może się wiązać z krótkotrwałym obrażeniem się na nas przyjaciela. Albo po kilku staniemy się zatwardziałymi ODMAWIACZAMI albo też zmiękniemy i będziemy robić wszystko za wszystkich.
O, nie, nie mówię, żę mamy w ogóle odmawiać pomocy... wręcz przeciwnie, pomagać trzeba zawsze. Ale na jest od cholery przypadków, kiedy nie musimy a i tak robimy... może ze strachu, że odmawiając tracimy znajomych. Co to za znajomi ;/
Nie trzeba się bać mówić NIE!!!
Koleżance, która chce od nas pożyczyć ulubioną kiecke ( i tylko dlatego, ze własnej nie chce jej się brudzić)
Szefowi, który prosi nas o wykonainie czegoś co nie należy do naszych obowiązków ( chyba, żę na piśmie da gwarancje solidnej premii)
Rodzinie  ( i tak nas nie wydziedziczą)
Pani w autobusie, która krzyczy żębyśmy zwolnili jej miejsce ( coż, że młodzi jesteśmy. Ale też czasem bywamy zmęczeni a skoro pani ma siłe krzyczeć tzn, że nie jest z nią tak źle)
I całej reszcie ludków o dziwnych upodobaniach





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Skąd się biorą dzieci, hmm....

wtorek, 23 czerwca 2009 21:37

 Nowa animacjia wprost od Pixar
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

gry planszowe

niedziela, 14 czerwca 2009 13:59
Coś się kończy, coś zaczyna a Dekoral wciąż biały...
Wmyśliłyśmy plansze dla samobójców. My, czyli ja i moja osiedlowa funfela. Dziewczę zakupiło jakąś zwykła, prostą planszówkę dla dzieci- bo promocja byla. Ot zwykłe 100 pól, rzucasz kostką, posuwasz pionki i dążysz do METY. Gra prosta jak budowa cepa i jedynymi urozmaiceniami były utraty kolejek ewentualne cofanie się o kilka pól do tyłu. W nagrodę zaś, jak nie trudno się domyśleć, dodatkowe rzuty czy możliwość powędrowania do przodu. Gra szybka, łatwa i przyjemna. Zakupiona została na tzw babskie posiadówy przy winku. Szybko się jednak okazało, że zbyt prędko nam to wszystko idzie i nie dostarcza większych emocji.
Tak więc dwie mentalne blondynki postanowiły ją urozmaicić i tym samym doprowadzić siebie do obłędu. W wyniku czego z połowy planszy wracasz z powrotem na początek (oczywiście o ile staniesz na tym polu), przed METĄ znajdują się w bliskiej odległości od siebie dwa pola, które wywalają cię albo na START albo gdzieś na połowę planszy. Gdzieś ulokowane są „bomby", na które jak stanie się to wybuchają i gdzieś tam znowu musimy się przemieścić (albo do przodu albo do tyłu). Efekt był taki, że jedna rozgrywka zajmowała nam co najmniej godzinę. Co chwile któraś z powrotem lądowała na poletku z napisem START albo w jego okolicach. Kiedy to udało się w końcu stanąć „ na szczęśliwym kółku" i w glorii i chwale stawiałyśmy pionek 30 pól do przodu, to za chwilę lądowało się na jednym z tych „cofających"... I znowu gra od początku się zaczyna.
Jak na początku dolna granica wiekowa była 6 lat, ta teraz tylko osoba dorosła i o mocnych nerwach nadaje się do rozgrywki.
Opisać się nie da, trzeba zagrać i poczuć w sobie siłę lwa czy innego kota.
Grając w dwie osoby emocji było pod sufitem. Nie chcę sobie wyobrażać co by było na więcej osób. Jesteś już dwa pola przed METĄ, jeden rzut kostką decyduje o wszystkim. Rzucasz i nagle zaczynasz od początku. Przeciwnicy się cieszą, zacierają ręce i buch lądują obok ciebie. Za moment wyprzedasz ich znacznie, bo miałeś farta i trafiłeś na miejsce z którego możesz przemieścić się prawie na koniec. Duma rozpiera, kostka dostaje order za zasługi... i ups znów wylatujesz w powietrze i lądujesz w połowie, daleko z tyłu za wszystkimi....
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chilli con USB

piątek, 05 czerwca 2009 12:58
Chilli!

Robione są produkty specjalnie dla nas :)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Timing

piątek, 05 czerwca 2009 10:58
Ponieważ ostatnio produkujemy się bardziej solo niż w duecie, pomyśliwuję (słowo zamierzone) nad zawiezeniem tego bloga. Nawet raz w miesiącu tu nic nie publikujemy ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krzycz i Uciekaj

piątek, 15 maja 2009 0:17
Jakiś czas temu, tuż po długim weekendzie majowym, zostałam wyciągnięta do kina na film. Samo pójście do kina nie jest niczym złym, natomiast jeżeli chodzi o film- cóż z tym już było gorzej.

Namówiona przez przyjaciółkę i skuszona niską ceną biletów ( 10 PLN w całej Polsce, w każdym kinie. Podobno na życzenie fanów. Po napisach końcowych szczerze w to wątpie) wybrałam się na Kochaj i Tańcz w reżyserii Bruce Parramore,w rolach głównych wystąpili Mateusz Damięcki (syn swojego ojca i amant (??) polskiego kina) oraz Izabela Miko (niewiasta, która się pojawila zza oceanu. Nie wiadomo kiedy, gdzie i jak, ale podobno robi tam wielką kariere). Jak również Katarzyna Figura i moja ulubiona postać w tym filmie grana przez Katarzynę Herman- jedyne co mnie trzymało przyżyciu.

Film nudny jak jasna cholera,nawet flaki z olejem są ciekawsze. Typowa miłosna powiastka, bez żadnych ambicji. Ot prosta historia o kopciuchu (męski odpowiednik kopciuszka). On robotnnik(ok, pracujący na budowie) z ambicjami, ona piękna narzeczona bogatego dentysty czy tam innego wyrwijmicoś. Oczywiście jak można się domyśleć, narzeczony okazuję się życiowym outsiderem... bla bla bla. Młodzi się poznają, zakochują... full romantyzm, aż mdli od tego 'różowego'. Bla bla bla, on ją porywa sprzed ołtarza bla bla... Oczywiście jako, że film trwa ponad 2 godziny to nie może zabraknąć romantycznych spacerów, gestów i tego wszystkiego co powoduje u niektórych wybuchy płaczu, u innych mdłości. Twórcy się wysilili i dorzucili ciekawy wątek (żart!) pt: córka odnajduje ojca po 23 latach (czy tam ile ona miała).. bla bla bla.

W związku z tym, że film nosi przewrotny tytuł "Kochaj i Tańcz" to oprócz wątku miłosnego, musiał się też pokazać taniec... Pokazał się, ale chyba te ciekawsze momenty przespałam i na nieszczeście moje budziłam się tylko w tych mniej interesujących. Większosć aktorów, statystów i innych ów stanowili tancerze ze wszystkich edycji TVNowskiego U Can Dance, nawet Ci którzy jeszcze nie wzieli udziału w castingach ;p.

Kątem oka zerkałam na współtowarzyszkę niedoli, ku mojemu zdziwieniu dziewcze siedziało z przytkniętą do nosa chusteczką i dyskretnie ocierała łezki. Mnie osobiście kolano napie...napadowe bóle kolana miałam i probowałam skupić cała swoją uwagę na scienie i wpaśc na to, kiedy, po co i dlaczego powinnam uronić łzę. Oczywiście zostałam nazwana nieczułą, pozbawioną uczuć kobietą. Bo jak to, tak można się nie wzruszyć kiedy on i ona kroczą nocą po ulicach Warszawy.. widać można. Ot spacer jak każdy inny.
Kolano coraz bardziej boli- tak to już jest jak ma się kontuzje. Dłuższe siedzenie w jednej pozycji przypawia o wnerw.a się modlę kiedy to się skończy, koleżanka mi szepcze do ucha " że kiedy znowu na to pójdziemy?" Nigdy!!
Romansidła nie dla mnie, zwłaszcza takie w których nic się niedzieje.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Juwenalia

poniedziałek, 11 maja 2009 13:40
Wiiiiii... :) Urwanie się z zajęć ma ten plus, że zdecydowanie można sobie poszaleć po okolicy. Chociaż w planach miałam domowe zacisza, skończyło się na koncercie na Syrence, nocnej wędrówce ciemnymi ulicami, pobycie w całkiem ciekawej knajpie (MOTOCYKLE! Wiiiiii!) i... atakiem efektu duracell.

Po pierwsze, na Pola Mokotowskie trafiłam z przeświadczeniem, że idę na stracenie w ekipę dziwnych ludzi zgromadzonych nad wspólną butelką. No dobra. Przesadzam. Ale w gruncie rzeczy skończyło się na obcowaniu z beznadziejnie (sic) zakochanym państwem Gryzoniowym, ich rozlatanymi znajomymi i lekko smęcącym Mysloviz. A mimo wszystko - bawiłam się wyśmienicie, złapałam fazę i tylko dlatego, kiedy o północy wydzwoniła mnie przyjaciółka, postanowiłam jechać na drugi koniec Warszawki, do jakiegoś klubu, w którym nigdy nie byłam, żeby sobie poszaleć dodatkowo. :P

Zadzwonili do mnie, zapytali gdzie jestem, a jak powiedziałam, że właśnie weszłam do domu, to zaczęli narzekać, że już za późno. Jak to za późno!? Wsiadłam w Metro, wylądowałam na Racławickiej, zgubiłam się zaledwie dwa razy, przeszłam się jedną ciemną ulicą i jedna ulicą jeszcze ciemniejszą w towarzystwie tajemniczego psa i murzyna z wielką, czerwoną torbą. Znalazłam numer 99, dokonałam odkrycia, że to tutaj i poszłam szaleć...

Oj, to sobie poszalałam! Odzyskałyśmy z Kamykiem to "coś". Ten pierwiastek, który kiedyś sprawiał, że razem tworzyłyśmy mieszankę wybuchową. Oczywiście - tym razem oznaczało to prowokowanie w wyzywających pozach jej chłopaka, który udawał, że nas nie widzi. Mnie się włączyła opcja dopalaczy (ustaliliśmy, że pojemnik z podtlenkiem azotu ukrywam skrzętnie w staniku) i skończyłam wirując szaleńczo na parkiecie do 4 rano. Po czym prawie odmówiłam wejścia do taksówki, całą drogę powrotną do domu jęczałam, że mi się nie chce wracać i dałam temu wyraz nie idąc od razu do domu (podobno w podskokach); przespacerowałam się w nocy po okolicy, z pół godziny gadałam sobie z ochroniarzem na dole, obejrzałam film i poszłam spać akurat wtedy, jak poranne ptactwo zaczynało drzeć mordy...

O dziwo, następnego dnia byłam w wyśmienitym nastroju i kondycji (za to dzisiaj lekko zdycham).

Na koniec dopadła mnie refleksja, że faceci facetami, ale ja nie wiem czy  z jakimkolwiek partnerem miałam tyle zabawy, co mam teraz będąc sama. Zawsze oczekiwałam, że mi sama "jego" obecność wypełni wszechświat, a tu dupa blada... Bo gdybym miała tego "jego" wziąć wczoraj ze sobą, bawiłabym się gorzej. Dużo gorzej. Przede wszystkim - nie leżałabym na kanapie w - jak to Kamyk określiła - wyzywającej pozie w towarzystwie mojej nowo odkrytej seksualności. Prawdopodobnie nie zmoczyłabym włosów pod kranem (nawet przy jeszcze większym gorącu), bo mi się od tego fryzura psuje i makijaż zmywa. Nie szalałabym po parkiecie z podwiniętym podkoszulkiem (gorąco było), bo mam fałdki na brzuchu i jeszcze by się zorientował, że jestem przy kości. A już na pewno nie założyłabym czerwonej podkoszulki do heavy metalowej knajpy (co z tego, że Kamyk mi wypomina, że to obciach - ja tam lubię swój styl ubierania)... Całowanie, całowaniem, seks seksem, przytulanie przytulaniem (wszystkie trzy rzeczy - I'm big fan!) - ale ja chyba nie umiem być z kimś i być jednocześnie wyluzowana. Szkoda, że nie mam tez zadatków na wyzwolonego singla - mogłoby być zabawnie.
Ale na razie...

Z całego zamieszania wyciągnęłam tylko jeden wniosek: najlepiej wypoczywam w oderwaniu od rzeczywistości. Najlepiej tańcząc. A już najbardziej na rockowo, bellydance lub salsę... Najlepiej sama - bez faceta. I choć fakt ten częściowo budzi moje rozgoryczenie, to może old friend Leber ma rację, mówiąc: "Bo ty sprawiasz wrażenie, jakbyś nikogo nie potrzebowała".
To tylko wrażenie, ale co tam. Może i jest w tym jakieś ukryte znaczenie....

BTW: Zdjęcia z Juwenaliów poproszę...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Piknik!

wtorek, 05 maja 2009 11:42
Mała próbka zdjęć z piknika/ku/ki...
Mam nadzieję na więcej. No i oczywiście - na powtórkę :)
Piknik majowy

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Band from TV

poniedziałek, 27 kwietnia 2009 8:47
Band from TV to zespół założony przez znane gwiazdy z seriali. Warto o nich wspomnieć nie tylko dlatego, ze to znane twarze, ale głównie dlatego, że ich muzyka ma bardzo zaraźliwą cechę: szczęście. :) Czego wszystkim czytającym również życzę.

 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

małe sprostowanie

piątek, 24 kwietnia 2009 17:18
A więc (wiem, wiem: nie zaczynamy zdania od więc) Więc- w związku z tym, że mam chwilę i mogę poszperać po internecie i sprawdzić coś co mnie nękało od dłuższego czasu (no ok, od kąd Azja zamieściła filmiki z wytrzeszczami- są przesłodkie).  W gwoli wyjaśnienień i sprostowań: nie są to Lemury tylko Loris (taki gatunek), który jest troszkę podobny do tych pierwszych z tym, że nie ma długiego ogona i nie występuje na  Madagaskarze. Żeby nie było tak miło i łatwo to jakiś czas temu naukowcy odkryli nowy gatunek Lemura: Mouse Lemur (takie malutkie cosik z dużymi oczami, wielkości myszy i z długim ogonem):





A żeby wszystko było jasno i przejżyście zapraszam do lektury:

Loris

Charakterystyka: Ogon krótki, uwsteczniony; żywią się głównie owadami i drobnymi kręgowcami. Prowadzą nadrzewny, nocny tryb życia, poruszają się powoli, podobnie do leniwców. Zamieszkują południowo-wschodnią Azję (Indie i archipelagi wysp) i Afrykę (bez Madagaskaru).

Lemur

Charakterystyka: Lemury to drobne (od kilkunastu centymetrów) i średniej wielkości ssaki z długim ogonem i długimi kończynami, przy czym kończyny tylne są dłuższe od przednich. Lemury mają puszyste, miękkie futro, często kontrastowo ubarwione. Część twarzowa głowy jest zwykle wydłużona, uszy małe, zaostrzone, oczy duże, osadzone blisko siebie, skierowane do przodu. Dłonie i stopy chwytne z przeciwstawnymi palcami. Zupełny lub częściowy brak górnych siekaczy, górna warga podzielona, wilgotna, sztywny fałd w dolnej stronie języka (podjęzyk). Żywią się w zależności od gatunku - roślinnością lub owadami. Większość prowadzi nocny tryb życia. Żyją gromadnie. Prowadzą nadrzewny tryb życia.
Wytępują na Madagaskarze i Komorach

(w celu zaczerpnięcia szerszej wiedzy- kliknij na zdjęcie)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

kwiatki

piątek, 24 kwietnia 2009 9:35
Na początek końca tygodnia, kilka dżwięków angielsko- szwedzkiej grupy Razorlight, która wykonuje indie rock ( jak podaje Wiki)



Pewna pani, co się zwie A. zarzuciła mi, że zapomniałąm o wsadź- se. Protestuję! Pamiętam doskonale, tylko czasu i weny brak na pisanie. Wena może i by się znalazła, bo dużo się dzieje. Fakt u mnie mniej, ale za to u innych.... same skandale, rozwody, zrywania itp itd. A o ślubach zapomniałam zaczął się sezon na polowanie na druhny i inne kwiatki. A ja tylko dostaje jakieś zaproszenia na te imprezy. zkoda, że nie robią imprez w związku z rozwodem... tego chyba miałąbym więcej.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Lemur ma łaskotki

poniedziałek, 20 kwietnia 2009 15:38


Film, który mi ocalił dzień i skłonił do napisania powtórnie maila, który wyjaśnił wszystkie nieporozumienia :)
No i znowu jesteśmy przyjaciółkami. He he...
Ale powtórzę jeszcze raz:
Lemury rządzą.



A ten jest podobny do Gryzonia :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Far(Flir)ciara

piątek, 17 kwietnia 2009 13:32

Jak to czasem ze mną w życiu bywa, najfajniejsze rzeczy przytrafiają się przez przypadek :)
Wcale nie chciałam iść na koncert, ale zostałam wydzwoniona o jakiejś nieludzkiej godzinie wieczornej, z komenda że mam się natychmiast zdecydować bo już ostatnie bilety... No i się zdecydowałam. Ostatnie grosze wydałam. :)

 

Ale było warto. Nie tylko dlatego, że odkryłam w końcu, że jednak ze mnie rockowa dziewczyna i bouncowe rytmy w których wije się na parkiecie zdecydowana większość imprez mnie nie ruszają. Tylko przy tym podrygam, siądę, pogadam, podrygam, siądę, znudzę się dryganiem i pójdę do domu. Za to porządny kawałek ostrego rocka lub metalu sprawia, że przechodzę w tryb Duracella i króliczek robi „and going, and going, and going, and going...". Zarobiłam kilka podszytych zazdrością komentarzy, odkryłam, że jednak mam „jakąś" kondycję, wyskakałam się i zostałam przemocą zabrana do domu o nieludzko wczesnej godzinie...

 

Ale to dopiero później. Najpierw był koncert w Stodole - czterech panów i waltornie. Znaczy kontrabasy, znaczy wiolonczele... Takie duże ze strunami i smyczkiem. He he...

 

Koncerty w Stodole z reguły zieją letkom komerchom. Mają tendencje do ciągnięcia się na początku i rozkręcania na koniec. Akurat Apocaliptica dała czadu po całości, ale końcówka zdecydowanie biła po głowie. Głównie dzięki „Master of Puppets". Hitem był tekst: YOU! BEHAVE!". Za moimi plecami szalał kolega z długimi włosami, które co i rusz łaskotały mnie przyjemnie po karku. Jak wie każdy, kto kiedykolwiek mnie dotknął - od takiego delikatnego" smyrgnięcia dostaję autentycznych dreszczy i gęsiej skórki. Po tym koncercie dochodzę do wniosku, że informacji tej nie należy ujawniać, bo staje się źródłem zabawy dla męskiej części towarzystwa. Nie żebym protestowała, ale trochę to krępujące jak się ma dreszcze w miejscu publicznym... No, ale wracając do tematu - koncert był świetny. Nadwyrężyłam stopę i chyba właśnie wtedy mi się Duracell włączył. Nie miałam więc nic przeciwko wbiciu się do PARKu na Hard Zone, szczególnie, że tam też jest parkiet.

He he...

 

Przepraszam. Napad chichotu. Minie.

 

Drugim polepszającym nastrój punktem był fakt, że mogłam sobie poflirtować nieco i to z pozytywnym skutkiem (dzięki trzymaczom kciuków!). Oraz potańczyć w męskim (sic!) towarzystwie. I znowu poflirtować... Spotkać starych znajomych, oraz takich młodszych. I znowu... No. Ogólnie zarobiłam dwa niezależne komentarze, że ze mnie „niezła szprycha" (cytat) i doszłam do wniosku, że lubię chodzić w gorsecie. W związku z tym, jakby ktoś planował imprezę, do której gorset pasuje, to proszę o info.

 

He he...

 

A na razie  - dzisiaj kolejna impreza. Wyśpię się po śmierci :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  63 113  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl