Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 730 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


M.A.S.H party Azjatyckie

piątek, 31 października 2008 21:37
M.A.S.H party, 29.10.2008
Okiem azjatyckiego aparatu - impreza M.A.S.H-owa. :) Enjoy. (podpisy pod zdjęciami zamierzone)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tia

piątek, 31 października 2008 19:37
Pesymistki...
Rośnie nam nowe pokolenie. A my młodo wyglądamy, botoks stanieje i będzie git. :)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

rozmowy dymiace

piątek, 31 października 2008 18:16
- w naszym wieku, to zostali nam juz mlodsi panowie. Bo jezeli starszy to z odzysku. Rozwodnik, wdowiec (sic!). Kazdy normalny stoi jedna noga na slubnym kobiercu albo z niego juz zszedl. Wolne sa ciapciaki, ale oni tez z odzysku... Wiec albo mlodszy, albo mutant
- nie strasz mnie. Ja wierze, ze istnieja normalni, wolni, pelno wartosciowi mezczyzni....
- ja tez wierze w UFO...

fragment rozmowy dwoch niewiast w blizej nieokreslonym  miejscu na starowce.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

galera

piątek, 31 października 2008 18:10

ot kilka zdjec z ostatnich wypadow WSADZ SE wraz ze spolka....

a MASH ci urodziny...  czyli urodziny Dominika

Pierogi do gara!!! Gotowanie na ekranie

kraczac w Gniezdzie


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Green hell

piątek, 31 października 2008 16:56
Diabelskie portrety

Długo oczekiwane zdjęcia z green-roomu ;)

Zwróć uwagę na subtelny retusz. Już nie ma Zielonej Latarni... :P
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

w telegraficznym skrocie

piątek, 31 października 2008 9:08
W zwiazku ztym, ze ja ostatnio mam naprawde dobry humor (liczba osob ktore mam ochote zamordowac stale sie redukuje) to tym razem nie bede sie zalic.
Jedno tylko krociotkie nawiazanie do wpisu Azjatyckiej: so, im mniejszej liczbie osob ufasz, tym na mniejszej liczbie osob sie przejedziesz....
Rozmowy na korytarzu sa najlepsze, zwlaszcza jak czlowiek musi rano wstac i oczy mu sie same zamykaja.  Ja nie wiem dlaczgo zawsze na odchodne wywiazuje sie jakis temat, ktory potrzebuje czasu zeby go omowic. A pozniej sie o nim zapomina i znowu przypomina na koniec spotkania.. i tak w kolo

Draznia mnie wyskakujace okienka z reklamami. Nigdy nie moge trafic w ten cholerny krzyzyk na gorze, w efekcie czego zawsze otwieraja mi sie dodatkowe strony na ktorych tez wyskakuja te cholerne okienka... i tak do konca swiata i jeden dzien dluzej.

Srodowa impreza Chomika, byla wyjeta spod ciemnej gwiazdy... wybawilam sie super, nawet troche potanczylam (co w px jest prawie niemozliwe, zeby ktos mnie wyciagnal na parkiet), pogadalam z ludzmi z ktorymi wczesniej nie mialam okazji nawiazac kontaktu, powyglupialam sie..  Ogolnie mogloby byc dluzej. Powoli zmieniam swoje zdanie na temat przychodzenia na imprezy do p i ogolnie przebywania tam czesciej. Moze to tez zasluga ludkow stojacych za barem z ktorymi to zaczynam lapac kontakt wiekszy niz " Krola porsze", bo sie okazuje, ze mozna z nimi pgadac na powazne tematy jak i na blahe. Ale tez innych mebli. Moze wroce do starych nawykow. Nie wiem jeszcze, ale wszysko jest na dobrej drodze.

I na koniec lody na starowce... nogi mi weszly w tyleczek, ale co tam warto bylo. Panna B jak zwyke uraczya mnie krotkimi acz tresciwymi historyjkami z zycia wzietymi. Pochwalila sie nowym dziecieciem i ze w kolejne sie zblizaja. WIec bede trzymac kciuki, w sumie to przy dzieiat pogubilam sie ile ona juz tego ma. W tzw miedzyczasie spaceowania po starowce zostalysmy przelecia(doslownie) przez pieciu roslych mlodziencow, i tylko kurz sie za nimi unosil.  Nie wiedziec czemu po jakims czasie zrobili nawrot i pobiegli w druga strone cos wesolo krzyczac...
Wieczor zakonczyl sie w jednej z knajpek przy piwie, towarzyszka niestety po jednej szklanicy wziela i mi sie lekko wstawila.. tak na wesolo co i umnie powodowalo napady smiechu. Zaznacze, ze to nie ja wyciaglam na chmielowe.

I tak mija sobie ten tydzien.....jest dobrze, jest bardzo dobrze.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pokłosie bananowe

czwartek, 30 października 2008 11:17
Banan na gębie.
To powiedzonko ostatnio wróciło u mnie do łask.
A dzisiejszy luksusowy banan zawdzięczam świetnemu wieczorowi na wczorajszej imrpezce. urodzinki w stylu MASHa, spotkanie na zaproszenia, czyli wybrana ekipa (aż się dumą uniosę, jaki mnie honor spotkał =P) i zestawienie tematówi klimatów, które lubię. Dawno nie miałam poczucia, że bawię się w PX na luzaku i w pełni. oczywiście miewam momenty zwątpienia związane z różnymi tam moimi nawrotowymi reakcjami np. na rozmowy o pijackich wybrykach. Nadal muszę wyjść. Nadal nie jestem w stanie tego słychać.
Niemniej jak widać mogę tańczyć swobodnie i czuć się swobodnie w tym miejscu. To tylko kwestia towarzystwa. ;D Ufff. Co za ulga ;)
Przełamałam się co do przebierania na imprezy - zawsze mam kompleks, że w zasadzie nie mam się w co ubrać i za co przebrać i odpuszczam. Tym razem miałam pomysł i mimo swojego własnego poczucia zażenowania go zrealizowałam. W efekcie mam porządny katar ;)
Ale i tak nie mam gdzie tej haleczki nosić, więc przynajmniej miałam satysfakcję, że mogę ją publicznie pokazać. A niepublicznie test pasa do pończoch w pełni satysfakcjonujący. Ale powrót z buta do domu w pończochach i dopasowanych jeansach skończył się pełnym odciśnięciem klamerek na udach... Cóż. Koszty własne. :-]
Ale mi wyznania intymne wychodzą...

A dzisiejszy poranek poprawiło mi napotkanie na przystanku kogoś jeszcze mniej wyspanego ode mnie. Jupi! Nie jestem odosobniona w swoim szaleństwie ;) Ale teraz to naprawdę spać... Obiecuję.

A banan jest nieustający i trwały. Wspomnienia, ach, wspomnienia...
Banan+sen...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z dedykacją dla zamkniętych w skorupie......

czwartek, 30 października 2008 11:04
Oby nigdy więcej...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pod drzwiami

czwartek, 30 października 2008 10:08

Kolejny raz pod drzwiami wyjściowymi (tym razem z palcem na włączniku światła) odbyła się Poważna Rozmowa.

Przeczytawszy wczorajszego posta, dokładając do tego rozmowę na schodach (chociaż 2 w nocy to średni moment na życiowe dylematy), zaczynam powoli się zastanawiać, na ile diabelna filozofia jest realizowana w życiu. Abstrahując od tego, że jest odrobinę przerażająca, to jest też strasznie asekuracyjna i mnie bardzo zdumiewa. Albo Diablica wie o czymś, o czym ja nie wiem, albo ja jestem naiwna. Nie wiem co gorsze...

Wracając sobie do domu i myśląc o różnych sprawach doszłam do wniosku, że ja w zasadzie lubię być naiwna. Przypomniało mi się, jak u Pratchetta słynny filozof Didactylos (ten od. „Things just happened. What the hell!") opowiadał o swojej teorii wszechświata.

 

„Są xenoniści - poinformował Urn. - Twierdzą, że świat jest zasadniczo złożony i przypadkowy. Oraz ibidianie, którzy uważają, że świat jest zasadniczo prosty i działa według pewnych fundamen­talnych reguł. I jestem ja - dokończył Didactylos, zdejmując zwój z półki.

- Mistrz uważa, że zasadniczo jest to świat zabawny - wyjaśnił Urn."

 

No więc ja też uważam, że świat zasadniczo jest zabawny, a dodatkowo ciekawy, ludzie zasadniczo życzliwi (chociaż niekiedy mi ta życzliwość bokiem wychodzi, najczęściej w wyniku cudzego przekonania, że „wiedzaą co jest dla mnie dobre") oraz, oczywiście, ciekawi. Więc ogólny bilans zawsze jest na plus. Jakoś mi się ostatnio zdarza odreagowywać penisowe dni z ludźmi w PX. Albo i gzie indziej. I pomimo, że mam dość naćkany porażkami i wypadkami losowymi miesiąc, banan nie znika z mojej twarzy, nawet jak mówię o tym, co mi się złego stało. Bo mówię to w czyichś objęciach, do czyjegoś zainteresowania, do czyjegoś przekonania, że jest w stanie mnie podnieść na duchu.

I coraz częściej zaczynam mieć przeświadczenie, że niebo nie spadnie mi na głowę jak powiem, że sobie z czymś bardzo nie radzę. Nie radzenie sobie z różnymi rzeczami to ostatnio moje hobby. „Pomyśl - twoje istnienie to jakiś milion prób, a tylko jeden sukces" - skomentował raz ktoś wojnę plemników o jajeczko. Coś w tym jest. A błądźmy sobie do woli, a konsekwencje dźwigajmy nie tak bardzo sami, skoro mamy przyjaciół.

Czemu inni nie mogliby się mylić w sposobie traktowania mnie? Ponieważ zawsze mogę im powiedzieć" „Ej, nie rób tak!". Problem zaczyna się, gdy oni mają to w d*ie. Cóż - życzę hemoroidów i idę gdzie indziej. A co z moimi błędami? No dobra, powiedz mi o nich, to się poprawię. A co z błędami ogólnymi i ich konsekwencjami? Zawsze pozostaje „Telefon do przyjaciela". =) Bo recepta na każdy możliwy problem leży gdzieś wśród ludzi, wystarczy tylko popytać, żeby ja znaleźć. Dzielenie się doświadczeniem to najlepsza forma nauki i odstresowania się. Popieram ją wszystkimi kończynami. A co, kiedy nikt nie ma dla mnie czasu? Wtedy się go domagam. A co tam. Mam prawo! =P

Taki mi manifest wyszedł. Ale mam dzisiaj bardzo hurra-nastrój.

I na koniec znów Didactylos i jego słynna maksyma:

„Świat jest ostro pokręcony, nie ma co. Ale trzeba się śmiać, no nie? Nillllegitimo Carborundum, zawsze powtarzam. Eksperci nie wiedzą wszystkiego. Ale dokąd byśmy doszli, gdybyśmy wszyscy byli do siebie podobni?".

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

przemyslenia

środa, 29 października 2008 6:30
Myslenie doporawdza do pewnych stwierdzen, obserwacja do wnioskow i tak to zycie sie jakos toczy powoli do przodu. Moje niestety wlasnie zawraca. Jak to mawia nauczyciel mojej siostry "Walec zycia cie przejechal. I wlasnie zawraca". No wiec moj osobisty walec wlasnie zawraca. Fajnie, bo wiem co mnie czeka... z drugiej strony ja bym chciala w koncu zrobic krok naprzod i bez komentarzy w stylu "kobieto to go zrob", bo nie w tym rzecz. Ja go zrobilam ponad rok temu, zawzielam sie, odgryzlam arge i zrobilam go. Owszem przez pierwszych kilka, dlugich miesiecy bylam happy, jak kroliczek pod choinka... ze o to, o tutaj w koncu jakis przelom, no przelomik w zyciu. Ogolnie, ze idzie ku dobremu. Wczoraj nastapila kulminacja myslenia.. ze przeciez siedze w identycznym szambie jak wczesniej, oraz t ze jednak mam cholernie bujna wyobraznie skoro potrafie sobie wmowic cos czego nie ma i silnie w to wierzyc. Moze powinnam sobie jakies wrozki wyobrazic.....
Faktem jest, ze myslenie o "zyciu" jako takim nigdy nie powoduje u mie niczego dobrego, a wrecz przeciwnie... gigantyczny dol. Tak tylko po cichu licze na to, ze jednak sie w pewnych kwestach myle, z drugiej zas strony znajac siebie na tyle, obawiam sie ze wlasnie sie nie myle i to dobija...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Biurowa alpinistyka

wtorek, 28 października 2008 15:33

Dzisiaj jest dzień niespodzianek i ważnych przemyśleń.

Spadłam z biurowego regału i zabiłam kolanem jednego kwiatka (Juka?). RIP.  Niech mu ziemia.... Ekhm. No szkoda go.
A wszystko to dlatego, że znowu wykonuję pracę, do której się nie nadaję. Miałam zrezygnować i mi, cholera, nie wychodzi. Sama już nie wiem, czego chcę...

Po drugie koleżance A już lepiej z kolanami, ale z chłpakiem B już nie bardzo. Chłopak B spotkał się z dziewczyną C, która jest koleżanką przyjaciela B, pana D, którego dziewczyna, czyli E wyswatała pana B z panią C, nie wiadomo po co. A pani A się martwi, że pan B się poskarżył panu D, ze mu z A źle, więc teraz znowu isiłuje z panem B zerwać, pod prestekstem pani C, chociaż nie ma już pod ręką żadnego pana F na zastępstwo...
Całe to Abecadło sprowadza mnie do konkluzji, że zawsze jest jeszcze jedna "ostatnia szansa", że on się zmieni i będzie taki, jak ona chce. A on, póki jest ostatnia szansa to on się nie zmieni, bo po co. Przecież ona go nie zostawi, bo jeszcze by przegapiła tą ostatnią szansę... Paranoja. Znowu mnie złoszczą sprawy, które mnie nie dotyczą. Groza na kółkach i frędzle.
 (>_<)

Co do mnie, to jest znowu dziwnie (dziwnie dla mnie, bo inaczej niż dotąd). Zaczynam się  zaprzyjaźniać z osobnikami płci męskiej, zupełnie neutralnie (chociaż przyjaciółki usilnie pytają mnie wszyscy co z tego będzie - odpowiedź brzmi: nic. Bo to przyjaźń czy też znajomość. Na związek nie mam kandydatów =P). W związku z tym znowu mam więcej życia towarzyskiego niż odpoczynku ;) CIekawe, ile wytrzymam. 
Nie za duż jak sądzę. Czas wypocząć, popisać, pouczyć się... Cholera. Czemu ta doba taka krótka.

Na koniec konkluzja abstrakcyjna - wszyscy zyją! Może to brzmi dziwacznie, ale w świetle moich ostatnich przemyśleń tyczących się moich przeszłych doświadczeń, to dużo.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

zakorkowana grawitacja.

wtorek, 28 października 2008 7:50
Poniedziałek, godzina 7.22. Na przystanek nadjezdza rozklekotane 705. Patrzac na ten wehikul zaczynam wierzyc w cuda, jak to to sie jeszcze nie rozlecialo.... Ale nic to, szybki przeglad syuacji i juz wiem gdzie wchodzic. Jak to bywa o tej porze dna, autobus napakowany po brzegi... a przeciez to dopiero poczatek trasy. Znalazlam akas woolna przestrzen, ulokowalam sie tam i stoje. Autobus jedzie rzezac wesolo. Na kolejnych rzystankach dosiadja sie ludzie i o dziwo nikt nie wysiada. Zaczyna sie moja ulubiona zabawa pt: ile jeszcze wejdzie osob do pelnego autobusu/tramwaju/metra etc.  Kolejna rzecz, ktora mnie zadziwia to pakownosc tychze srodkow lokomocji. Igly nie ma gdzie wsadzic, ale spokojnie jeszcze sie zmiesci kilka osob. W efekcie czyjas torba znalazla mi sie na glowie, ktos robil mi dziure w kregoslupie lokciem, ktos inny trzymal hmm niewiemcotobylo pomiedzy moim nogami, ja lezalam biustem u kogos na glowie z nosem opartym o szybe. Byloby pieknie, gdyby nie pewien fakt, ze w miedzyczasie dopadla nas WIelki Korek, a wrecz Gigantyczny, bo my nawet nie sunelismy z predkoscia 1km/h, my stalismy w miejscu, raz na 15 minut przesuwajac sie do przodu o jakies 10 m. Kregoslup wywinal mi sie na druga strone, kolana poszly na spacer.... moje ZEN szlag trafil.

Ale nic to, w koncu poniedzialek dzien wrazen:   whodze wieczorem do chatki i niuch, niuch, niuch....hmm niuch, niuch.... smierdzi, wali jak z ruskiej gorzelni. Co jest, nalewke robi matulka, ktos chory i postanowili sie ponacierac spirytusem, gosci mamy.... trybiki wlaczone, procesy myslowe uruchomione i zadna z tych opcji mi nie pasuje. W zwiazku z tym, ze moi rodzice maja wrodzona niechec do %(do picia, bo kupuja na potege) to wykluczam opcje "impreza". Ale coz to, do sieni wtacza sie moj jajnik nawalony.... dzizas w zyciu nie widzialm pijanego psa, czarnuch tez wykazuje jakas nadaktywnosc ruchowa. No pieknie psy mi upili.
A tu suprise grawitacja zadzialala i ze sciany zwalila sie witryna... poszlo wszystko alkohol ( stad te opary, ktore jeszcze dzisiaj czuje), porcelana, zabytkowy zegar... ech.
Zastanwiam sie czy owa grawitacja nie zaczela dzialac mocniej, bo najpierw m karnisz spadl, teraz to.... czy to moze czas na spadanie rzczy, ktore byly powieszone kilka lat temu.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Doc.umentnie

poniedziałek, 27 października 2008 13:31

Powinnam zasiąść do pisania, a zamiast tego kręcę na komórce pornosy... Ekhm. Znaczy gram w taką grę, w której się kręci po... Whatever.

 

Dzień bez pierogów to dzień stracony. Konkluzja z zapraszania gryzonia na gotowanie jest taka - gotuje sprawnie i ze znawstwem, dopóki nie przyjdą blondynki. Farsz z kapustki był miodny ;) Znaczy smaczny, bo bez miodu tylko z grzybkami.

Ponadto podczas gotowania robimy zapachy na korytarzu lub gramy w palanta.

 

Tekst dnia został wypowiedziany w kierunku pierogów, bulgoczących zachęcająco na powierzchni gotującej się w garnku wody (w pełni gotowych do wyjęcia i konsumpcji). Wiewiór próbował być dla nich uprzejmy i zaczął:

 

„Zebraliście się tu wszyscy..."

 

WSADŹ S.E. umarło ze śmiechu. Dwa razy.

 

Zamrażalnik zapierogowany, zapasy są, osobniki wygłodniałe mogą wpadać. Chociaż nieco inaczej sobie wyobrażałam pomoc w lepieniu pierogów (nie było takowej), to życie idzie w dobrym kierunku :)

 

A na koniec dnia obejrzałam sobie Shreka na nowym, wypasionym monitorze mojej mamy... :) Czad!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

EKhm. Prekognicja?

poniedziałek, 27 października 2008 13:26

Zazwyczaj długo się zastanawiam, zanim coś odpiszę Diablicy...

First: dzięki za song - to jest właściwy song dla Drożdża ;)

Second: Ręce, nogi i włosy mi opadły... Wielokrotnie już zwracałam uwagę świata na fakt, że ja jestem szczera do bólu. Nie lubię zakłamania i hipokryzji, a więc jaki mi nie za dobrze w życiu, to mi nie za dobrze z oczu patrzy i wszyscy to wiedzą. Z drugiej strony - moje problemy, to moje problemy. Proszę ich nie zawłaszczać na własne barki i nie używać w celu poczucia się winnym. Jeśli zapraszam ludzi na wyjście i oni się bawią średnio, to tak również w życiu bywa i nikt nie ma pretensji. Chyba, że masz boskie moce i widzisz przyszłość, a zatem wyciągnęłaś nas tam wiedząc, że będzie nie za dobrze... Ale cię nie posądzam raczej o prekognicję i złośliwość w jednym.

Third: Jeśli ludzie wiedzą, że średnio nadają się do zabawy, a mimo to się pojawiają, to o czym to świadczy?

  1. Że są masochistami.
  2. Że im na tyle na kimś zależy, że mimo to idą.

Co wolisz?

Czuję się urażona i jest mi autentycznie przykro, że używasz żeby sobie dowalić mojej chęci zobaczenia was wszystkich, pomimo, że nie mam nastroju na wyjście. By i dobre strony - choćby rozmowy i dowcipy przed koncertem. :)

Forth:  Nie nasza wina, że Nautilus grał beznadziejnie. Zazwyczaj lepiej się przy nich bawię. Nadrobimy w Perle.

Fifth: Cholera, buty mam całe w bagnie po tym wracaniu po nocy :P


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

dzikosc....

niedziela, 26 października 2008 10:33
Przyspiewki ludowe juz byly, pora teraz na rosola.
A raczej na kilka uwag z zycia wzietych... a wiec mam dziki. Hmm moze nie ja osobiscie ale podchodza pod moj dom. Jak ktos byl u mnie to wie gdzie i jak mieszkam i wie, ze na prawo gwalca, na lewo morduja a prosto... no wlasnie prosto na wielkiej lace przy mojej chatce laza sobie dzikie bestie. Do dzikow nic nie mam, a niech sobie laza po lesie, ryja w ziemi, zzeraja zoledzie i inne orzeszki.. ale to juz lekka przesada, ze zaczynaja sie krecic stadnie na osiedlu. I badz madry czlowieku i wyjdz w nocy z psami... nie da sie. Ok da sie, ale sznasa na to, ze w miedzyczasie zostanie sie zaatakowany przez odyna impotenta wzrasta z dnia na dzien. A i tylko dlatego, ze powstal jakies kolko przyjaciol swinek, ktore to owe dzikie szyneczki dokarmia. Wiec te zamiast szukac pozywienia u siebie, to wylaza do ludzi. A ja nie jestem w stanie przewidziec, czy jak takiemu nadepne na ogon w nocy i powiem przepraszam, to mnie zaatakuje czy grzecznie odpowie "nic sie nie stalo". Wiec zakladam wariant nr jeden.
W efekcie przestalam wychodzic z kundlami w nocy nad kanalek, tylko laze po osiedlu, co mnie doprowadza do lekkiego oblakania. Najdziwniejsze jest to w tym wszystkim, ze ja sie nie o siebie martwie i o to ze mnie moze "bestyja" zaatakowac, tylko o te siersciuchy.. to sie nazywa idiotyzm. Ale ja juz tak mam.


ps jestem zolwiem, jakies takie okreslenie w stosunku do mnie padlo.... ze sie zamykam w swojej skorupie i tylko czasem wystawiam lebek na zewnatrz, zeby zobaczy co sie dzieje... czasem pozwole komus podejsc blizej, ale jak juz bedzie chcial poglaskac to lup znowu sie chowam i dlugo nie wychodze, az nie bede pewna, ze intruz sobie poszedl. Z czeg ten intruz to nie musi byc czlek, rownie dobrze moze to byc pewne zdarzenie. Do konca nie wiem czy ja chce sie pozbywac tej calej skorupki. Mi jest tam dobrze. Czasem tylko chcialabym, zeby jednak ktos sie nie zrazal moim chowaniem sie i jednak mnie stuknal w grzbiecik, to moze wtedy z czystej ciekawosci jednak bym wychynela z ciemnosci, a widzac, ze jednak zyje zostalabym juz tak. Coz.... jak to powiedzial jeden znjaomy "no cóż,w szystko w twoim zachowaniu krzyczy nie podchodzić bliżej niz 0,5 metra bo odgryzę głowę." i moze cos w tym jest. Pytanie czy chce to zmieniac czy nie.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl