Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 434 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


let's dance

sobota, 29 listopada 2008 19:49

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

mroźna normalność

sobota, 29 listopada 2008 18:28
Do bycia normalną wiele mi brakuje, rzekłabym że lata świetlne. Jest to oczywista oczywistość i jakakolwiek z tym polemika byłaby bezsensu. Coż jednka, jeśli się okazuje, że jest się osamotnionym w swojej inności. Nadeszła zima, hmm a raczej przyszła i odeszła, bo raptem trwała kilka dni. Mowa tu o takiej prawdziwej, ze śniegiem, mrozkiem na szybach i płatkami spadającymi z nieba. Ludzkość oszalała, drogowcy panikują a panie pogodnyki co chwila zapewniją, że im teżjest źle i tęskno do gorącego lata. Absurd..... kocham zime, jak dla mnie najpiękniejsza pora roku, hmm na drugim miejscu plasuje się jesień. Oczywiście pod warunkiem, że jest w 100% 'zimowata i śniegowa'. Jakież też było zdziwienie grupy i pana profesora na jednych zajęciach, kiedy to owy profesor zaczął swój wykład od stwierdzenia, że on to by chętnie zabrał nas do ciepłych krajów itp, grupa przyklasnęła, piękne dziweoje wpadły ww zachwyt nad pomysłem starszego pana i zaczełą się dyskusja. Jak to brakuje lata (raptem po kilku tygodniach zimna), upałów i widoku spoconych ciał (fuj i ble). Jao, że tego dnia miałam wyjątkową potrzebe dzielenia się z ludźmi swoimi przemyśleniami to i powiedziałam, ze szczerze nieznoszę lata i wszystkiego co się wokół niego kręci. Zdziwienie w oczach obecnych- bezcenne. Przecież to takie niepoprawne politycznie nie lubić skwaru....
Cóż ja się zmieniać nie będę. Nawet jeżeli mam być jedyną lub w mniejszości, która woli temperatury minusowe od plusowych.

i z cyklu lisizwierz:



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wróciłam!

piątek, 28 listopada 2008 21:08
Normalnie się wzruszyłam, jak po bronowaniu...
Już jestem z powrotem - tzn. jutro i w niedzielę pracuję, ale wróciłam do żywych. Trening nie był łatwy, ale całkiem owocny i przyjemny. Mała konferencja prasowa, wprawa na bezludną wyspę i łeb mi pęka od nowych metod pracy nad własnym rozwojem... Jak zawsze w takich chwilach życie towarzyskie oszczędzam do minimum, ale się bardzo stęskniłam za zwierzyńcem, więc pewnie go namówię na odwiedziny. Na zachętę powiem dwie rzeczy: łazanki z kapustą i gołąbki. Na deser pierogi z kapustą rozmrożę... ;P

Co do imprezy - ze trzy dni wewnętrznie tańczyłam sobie salsę. Też się bawiłam świetnie i spłynęło na mnie otrzeźwienie - po jakiego grzyba sromotnika zajmuję sobie czas ludźmi, którym trudno wygospodarować dla mnie jeden wieczór w ciągu czterech miesięcy, zamiast się zająć tymi, którzy przychodzą na moją imprezę mimo rozmaitych zdrowotnych perturbacji... Wiedzą, że to dla mnie ważne i choćby na chwilę chcą tam ze mną być. Nastąpiła zmiana priorytetów i mam w dupie takie osoby, nie zważając na kolce ;D

Z nowości - pogadałam sobie znów mod serca z chłopakiem mojej przyjaciółki i mam salon cały przemyśleń. Po pierwsze -  to mądry facet jest i ją kocha, umie o nią dbać i z nią wytrzymać. Po drugie - mężczyzna nie zawsze musi być bucem naładowanym testosteronem, śmiertelnie zawsze poważnym i seksownym. Może być mężczyzną mojej przyjaciółki, którego lubię i szanuję, ale którego seksualność guzik mnie obchodzi. Może być fajnym kumplem, pomimo tego, że przyjaciółka i tak będzie zawsze na pierwszym miejscu w tym trójkącie. No i kolejny wniosek - moje poglądy na związki i miłość nie są abstrakcyjne, a mój odbiór rzeczywistości przesadą. Są ludzie którzy wybiorą mnie zamiast pastowania butów, czy też umieją mi w oczy powiedzieć coś niemiłego i nadal móc ze mną rozmawiać. Ja nic nie muszę, oni nic nie muszą - wszystko to kwestia dobrej woli. Mogę się zgodzić lub nie na jakąś formę relacji, traktowania mnie. A mogę powiedzieć "nie" i nie usprawiedliwiać się z tego tytułu...

To takie moje odkrycie, spowodowane w równym stopniu rozmową z panem B, co licznymi rozmowami z rudym gryzoniem, blondynką, Natką i Matką studencką, oraz rzeszą innych krewnych i znajomych królika.
Ale mi dobrze z Wami wszystkimi jest :)

Dobranoc moje pingwinki kochane ^^


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

w poszukiwaniu zaginionych krain i czegoś

piątek, 28 listopada 2008 9:00
Był śnieg, dużo śniegu. Białego, puszystego jak kociak.... W nocy spadł, otulił ziemie białym płaszczem i rano uciekł.  Po cichutku jak jak kochanek po upojnej nocy. Rozpuśćił się we mgle. Dosłownie się rozpuścił podobnie jak i Azja.
Zaaginela, wyparowała, opuściła i wyjechała do ciepłych krain... Może znikneła razem ze śniegiem, hmm. Rozpuściła w wielkim garze i ugotowała pierogi, mnóstwo pierogów
Azjo wróć, bo Diablica tęskni. Nudno bez Ciebie....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

po partyjnie vel. imprezowo

niedziela, 23 listopada 2008 20:33

Pełan obaw, lekkiej trwogi, przerażenia w oczach szłam wczoraj na paradoxalna impreze...  I gdyby to byla jakas tam impreze, to pewnie bym zawinela się, uciekła i nigdy nie dotarła....

Ale, <fanfary> prosze państwa... było cudownie. Kameralnie, spokojnie... ale z pazurem.

Towarzystwo dopisało, byli Ci ktorych lubie, kocham, szanuje i z ktorymi chce sie bawic. A od tej zabawy i tanczenia, az mnie biodro lekko boli... ale bylo warto, oj bylo.

 

PS szczegoly to ja bede pisać jak się wyspie....i odespie....

Wielkie podziekowania dla Azji za wspolnote partyjna i tance na parkiecie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

glupi jasio

środa, 19 listopada 2008 20:49

Nie bede wnikac, czemu, dlaczego, i w ogole po co ludzie udaja, ze pewnych spraw nie widza... ot taki male wtracenie do Azji. Z ponizszym wpisem zgadzam sie w 100% a moze nawet i 200%. Co prawda nie spotkalam sie z czyms takim w naszej kochanej sluzbie medycznej, a to tylko dlatego, ze rzadko tam przebywam. Omijam wielkim lukiem... Ale ze znieczulica ludzka spotykam sie na codzien, zwlaszcza w swoim "rodzinnym" autobusie linii 705. Dantejskie sceny to przy tym romansidlo dla ubogich. Ok, moze przesadzam, ale dzieja sie rzeczy straszne.. brak poszanowania dla drugiego czlowieka- to raz, dwa brak pomocy z zewnatrz. Kiedys (dawno temu) podczas jazdy kilku kolesi katowalo jakiegos malolata... kolesi bylo raptem trzch i nie byli to tzw 'karki'... ot zwykle chlystki lat 16-18. W autobusie bylo moze z 5 (jak niewiecej) roslych mezczyzn. Zaden nie ruszyl nawet palcem. Dopiero jak wszyscy pasazerowie przeniesli sie naprzod pojazdu, siedzac na drzwiach do kabiny kierowcy. Podloga byla we krwi, to wtedy ktos (kierowca?) wezwal policje. Coz z tego, skoro przyjechali po dluzszym czasie i po tym jak pan prowadzacy zatrzymywal sie na przystankach. Mlodziezy juz dawno zdazyla wysiasc... Alleluja

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Cud

wtorek, 18 listopada 2008 15:05
No i czemu ja się tak przejmuję... 

Przypadki zaniedbań w polskiej służbie zdrowia rzadkością nie są, ale żeby trzy pielęgniarki stały i patrzyły w przychodni neurologicznej, jak człowiekowi z napadem padaczkowym sinieje twarz, to już przesada!

Siedmioro nas dzisiaj ze służbowych telefonów dzwoniło po całym mieście szukając lekarza neurologa. I znaleźliśmy (dzwoniąc do Szczecina z Warszawy)... był dwa piętra wyżej. Zszedł na dół, opierdolił cudzy personel, zrobił dwa zastrzyki i kolega wybudził się ze śpiączki, z której - zdaniem tych pielęgniarek - nie sposób wybudzic tak natychmiast. Szkoda tylko, że nie można stwierdzić, czy po tak ciężkim ataku doszło do kolejnych zmian w mózgu... Kolega ma się lepiej, jego ciężarna żona też (dała się odczepić od jego łóżka i zawieźć do domu), siedmioro zestresowanych, wkwaczonych ludzi też już się uspokoiło...

Tylko niesmak pozostał.

Czy to głupota, czy lenistwo, czy znieczulica, czy złośliowść... Lepszą opiekę miał cholera na koncercie w niesławnym katowickim Spodku, kiedy zasłabł i miał dość silny atak konwulsji z powodu niedotlenienia. Tam OCHRONIARZ błyskawicznie postawił go na nogi, tak że sanitariusze tylko go jeszcze zbadali i odesłali taksówką do hotelu. Kurcze - ja bym się lepiej nim zajęła.
A tutaj prawie skonał na progu gabinetu własnego lekarza. Próbowali go ratować pacjenic, a pielęgniarki robiły docinki ile to on ma promili i co widzi - różowe slonie czy białe myszki...

Niech cholera weźmie cały alkohol świata i beznadziejnie głupie pielęgniarki!
Dzięki Michałowi za telefon do taty. Dzięki Tacie za troskę. I dzięki Emilowi za pomoc z pokładu promu szczecińskiego... Są ludzie i Ludzie, jak widać.

Którym z nich jesteś Ty , czytający ten tekst...?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Marzenie Melomana... ;)

wtorek, 18 listopada 2008 9:50
Słuchając...bicia serca.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

monday...

poniedziałek, 17 listopada 2008 18:25

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czarne dupcie

poniedziałek, 17 listopada 2008 14:59
Dochodzę do wniosku, że możliwości ludzkiego języka mnie zadziwiają (dwuznaczność zamierzona). Plotkować można o wszystkim i z każdego punktu widzenia. W pewnym stopniu plotki są zdrowe - przybliżają ludzi, poprawiają nastrój, bawią... Ale czasem kombinowanie kto z kim, w jakiej pozycji zaczyna mnie wkurzać. Gdybym chciała się przed takimi plotami obronić, musiałabym chodzić w habicie i złożyć śluby milczenia...
Nawet zabawnie jest słuchać pewnych rzeczy raz, drugi, trzeci i śmiać się, jak ludzie, którym szkoda czasu na poznanie mnie marnują go na wymyślanie kim jestem jest zabawne. Z drugiej strony - piętnasty, dwudziesty raz - irytuje, smuci i odbiera całą radość z poprzednich kilku zabawnych razów. A że jestem wścibska, to bym jeszcze chciała wiedzieć kto i co plotkuje, jak już mi ktoś powtarza plotki.
A najgorsze, że po takich plotkach wyskakujących z kapelusza człowiek zaczyna czuć tą sugestywną żarówkę za uszami, która sprawia, że mimo woli widzi świat cudzymi oczami... Zgasić taką żarówę niezwykle trudno...

No ale ja nie o tym
Ja o tym, że dupcie po raz kolejny czekają w puszcze ciasteczkowej (jeszcze golutkie, nie ubrane w stringi). Pomimo światowego dnia lenia i naszej obustronnej niemrawości, razem z Gryzoniem udało się nam całkiem sporo zadków sprokurować. Potem zmusiłam aktualnie nieco łysego rudzielca (błąd w obsłudze maszyny goląco-tnącej) do obejrzenia ze mną filmu. Był to napad sentymentu do nie siedzenia samej w niedzielę, w ramach rekompensaty upadłych planów z soboty (swoja drogą: co jeden facet, to bardziej ma w dupie, że się umawialiśmy; kompensacja, cholera - wszyscy nawalili dokładnie tego samego dnia, jakby się umówili....) oraz świadomy wybór towarzystwa, które dla mnie zawsze jest zastrzykiem dobrej energii.
Po takim wspólnym siedzeniu i oglądaniu wybitnie seksistowskiego brytyjskiego serialu doszłam do wniosku, że życie nie jest ni w ząb podobne do scenariuszy filmowych (no - może poza scenami: Znalazłaś żenujący film w mojej szafce? Szlag! Powiem, że cię kocham - może nie zauważysz!). Acz szkoda - bo niektóre monologi serialowe osłodziłyby mi niejedną życiową porażkę w życiu ;)
Poza tym - ostatnio mam ochotę pomilczeć w towarzystwie i podoświadczać bycia z kimś tak po prostu. Miłe, czyż nie?

Dwa tygodnie do treningu. ^^
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

grzeszki...

piątek, 14 listopada 2008 9:12
takie malutkie, uzalezniajace:
Uzaleznienia bywaja przyjemne, nie wiem czy dobre, ale przyjemne:
  • Od czekolady... dobrej, rozplywajacej sie w ustach.
  • Od muzyki... uspakajajacej, wyciszajacej i energetyzujacej
  • Od jedzenia... paleczkami
  • Od malowania.. chociaz czasu brak
  • Od siersciuchow... a konkretnie dwoch na czterech lapach (hmm kazdy ma wlasne)
  • Od przyjaciol.. tlumow nienawidze, ludzi sie boje, samotnosc mnie przeraza .. przyjaciol potrzebuje jako lacznikow pomiedzy    mna a swiatem...
i od kilku innych rzeczy mniej przyzwoitych
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

bozzzzko

czwartek, 13 listopada 2008 21:39
Zen mi rosnie, znowu to zen.... a jednak rozkwita z pelna moca. Poziom absurdu i wszelkiej abstrakcji w moim zyciu wzrosl. Dostaje regularnej glupawki czym doprowadzam ludzi do obledu na granicy zalamania nerwowego. I tak, jakby, znowu zaczynam sie czesciej smiac. Co prawda moj brzuch zapomnial o pewnych miesniach i owe napady wesolosci sa bolace, ale i tak warto.
Znalazlam dzisiaj dwoch wedrowcow na sobie, ktorych szybko spalilam i przygniotlam obcasem ( tak tak znowu sobie biust podpalilam ;p). Rozumiem, ze jakos tak cieplo sie ostatnio zrobilo, ale zeby kleszcze?? I to na mnie... co ja spacerniak jestem. Zastanwiam sie tylko czy jakis ich kompan nie postanowil mi sie wgrysc w skore, hmm...
Odkrylam, ze mam minisutki w paszczy gebowej.....bo niby jak je okreslic??? I wychodzi, ze tylko ja mam....zmutowalam i moze mam jakies tajemne moce... odkryje na starosc ;p
Ps zazdroszcze innym, ze robiac bliskim najwieksze skurwysynstwa nie poczuwaja sie w ogole do winy... " ale jak to?? O co chodzi?? Ja nic nie zrobile/am...itp itd". Chociaz z drugiej strony... predzej czy pozniej role sie odwroca.... i tego z calego serca zycze.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

WORKSHOP

czwartek, 13 listopada 2008 12:34
Workshop
Się reklamuję :)
Bo właśnie byłam w końcu na kolegium redakcyjnym i...
No właśnie - miałam solenne postanowienie, że się nie odezwę w ogóle. Mam robotę przed targami książki, nie mam czasu na nic, ledwo na oczy widzę... Może od grudnia...
Tia. Jasne...
Już mam do napisania dwa teksty, dwa reportaże i kilka notek, oraz cały dział pod opieką... Cała ja. Umiem sobie gruntownie dołożyć roboty. :)
Ale jestem szczęśliwa!
:P

Jestem jak Hanna Krall z kolczykami.

Hanna Krall

Ech. Dobrze mi...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Codzienność

poniedziałek, 10 listopada 2008 23:25
Kolejne spotkanie twórcze przerodziło się w spęd towarzyski. Chociaż - jak wynika z naszych diabelskich konsultacji - nasza "paczka" to zbiór ludzi dość przypadkowych, to jednak trafionych. Ciekawi i zwyczajni zarazem. Potrafimy bawić się razem jak dzieci i wpadać w dziwaczne nastroje.

Mnie ożywiają takie spotkania. Oczywiście mam też manię robienia zdjęć - raczej reportażowych lub artystycznych. Mówię też często: "Dasz sie namówić na sesję zdjęciowa?". Lubię to - zabawę obrazem, zabawę z ludźmi i gości. Mój świat zapełnia się głosami, które rezonują we mnie i napełniają mnie mocą.

Być może ludzie ci nie wiedzą nawet, jacy są dla mnie ważni. Są zwyczajni w tym aspekcie, że nie przynoszą mi w gości swojego cierpienia, jak to kiedyś mi się od wszystkich zdarzało. Przynoszą sympatię, czasem troskę, radość z bycia razem, zabawę iście dziecięcą i głośny śmiech, który zostaje w moich ścianach i sączy się we mnie ze ścian mojego domu gdy mam złe dni...

Nowe stadko pingwinków....
^^

Dziękuję wam.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czystki

sobota, 08 listopada 2008 15:27
personalne, interpersonalne i pokojowe..... Po pierwsze: odswiezylam stare kontakty (wyszlo zupelnie przypadkowo i przez bluzke), po drugie zakonczylam utrzymywac pewne kontakty. Niech im ziemia lekka bedzie- no,  zyja (chyba ;p) ale przejmowac sie nie mam zamiaru. Po trzecie wlasnie sprzatam (jak widac)...
Po czwarte- ogolocilam sie finansowo (wyplato nadchodz)
Po piate.... nie ma
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  62 646  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl