Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 730 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


małe, puchate i rude

sobota, 28 lutego 2009 21:08

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jason Mraz

sobota, 28 lutego 2009 21:01




moja nowa miłość. Muzyczna ;p
Na szare, smutne dni. Na uspokojenie i wyciszenie, Do gorącego kubka czekolady.
Panowie brzmia dużo lepiej na koncertach niż w studiu. Pełen szacunek
I oficjalna strona Jason Mraz
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

dobranoc

środa, 25 lutego 2009 22:35

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szuz catastrophy

środa, 25 lutego 2009 9:38
Okazało się, że mam 16 par butów. A i tak z trudem coś dobieram do sukienki... O_o
Okazało się, że mam 4 wory ubrań, a z trudem znajduję coś do założenia każdego ranka.
Okaząło się, że mam mniej więcej tyle książek ile myślałam (za dużo).
Okazało się, że jakby przejrzeć moje szuflady, to trzy czwarte znajdujących się tam rzeczy to jakieś śmieci.
Oraz najbardziej przerażająca świadomość - kuchenny stuff to w moim wypadku ponad 1/4 dobytku...

I po co mi tyle rzeczy...? Od razu przypomina mi się jeden dobry skecz Grzesia Carlina. ;)


W zasadzie nie ma co dodawać jakichs komentarzy.
Bo niby po co mi większe mieszkanie...? To much stuff!!!

^^
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

friendsy

niedziela, 22 lutego 2009 12:23
Sobie i wam życzę takich przyjaciół:


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wierzba zasmutkowana

piątek, 13 lutego 2009 11:54

Dzień Walenia Tynków. Dobre. ;)

 

A tak trzymając się tematu - samotna wierzba na wygwizdowie się zbuntowała.

Samotność- jak wiadomo - jest stanem relatywnym i stosunkowo (sic!) względnym. Jakkolwiek bym była pewna, że facet (lub jego brak) o mnie nie świadczy. Jakkolwiek bym nie ceniła swojej samodzielności i wolności. Jakkolwiek odsuwałabym od siebie świadomość, że jestem ułomna w oczach społeczeństwa jako zatwardziała stara panna... No cóż. Jakkolwiek i gdziekolwiek w różnych nieprzyjemnych otworach bym miała tą opinie - czasem ta pani na „S" mnie dopada. A jak dopadnie, to przydusi, aż łzy wyciska.

 

Szczególnie w Walentynki - gdy wszyscy moi znajomi i przyjaciele żyjący w jako takiej relacji z osobnikiem płci przeciwnej (acz nie zawsze ;D) zastrzegają, że „To takie komercyjne święto". Że uczucia trzeba wyrażać codziennie, że prezenty bez okazji są lepsze, że tandeta, przesyt i brak romantyczności... A potem cichaczem kupują jadalne majtki i umawiają się na walentynkowe tet a tet.

 

Kochani... Zaręczajcie się, kłóćcie, zawierajcie ugodę, miziajcie cichaczem i zupełnie jawnie w jakikolwiek dzień roku, w tym w Walentynki.

 

Ale nie wstawiajcie kitu. Gdyby nie tak komercyjne i zdewaluowane święto (analogia do Bożego Narodzenia bardziej niż oczywista), do głowy by wam te górnolotne deklaracje nie przyszły. Nie pamiętalibyście, że codziennie trzeba kochać, pamiętać, doceniać, wyrażać uczucia. Nawet teraz w głębi duszy kombinujecie, jak tu się ładnie i nonszalancko zadeklarować miłośnie w taki sposób, żeby można było dodać na koniec: „Ale nie żeby to przez Walentynki. Jak tak ogólnie...".

 

Przepraszam, ale kto z was nie uważa w głębi duszy, że to obciach obchodzić Walentynki samotnia? Przyznajcie, że tak naprawdę czujecie ulgę, że tym razem macie kogo namówić na kino „zupełnie nie z okazji Walentynek".

 

Ja też uważam obchody Walentego za kiczowate, naciągane, przereklamowane i zupełnie pozbawione uroku święto. Na zewnątrz. W głębi siebie - chciałabym zrobić kolację, kupić te majtki, niech nawet będą jadalne. Chciałabym usiąść na ławce w centrum handlowym i nabijać się z pluszowych serduszek skrzeczących 'aj lof ju'. Wyłączyć ostentacyjnie kolejną komedię romantyczną w telewizji,  otworzyć flachę szampana (bezalkoholowego) i strzelić toast za codzienne okazywanie miłości.

 

Ale nie sama. Z kimś.

 

Kimś, kogo nie mam.

 

Więc wszystkich zaparowanych, narzekających na tynkowy szał proszę stanowczo - łapcie tą swoją druga połowę za rękę i obchodźcie te walentynki w moim imieniu. Choćby narzekając na nie złośliwie...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

tynkowanie

czwartek, 12 lutego 2009 20:51
Jakoś tak na dniach wypadają Tynki, tfu Walentynki czy jak kto woli Międzynarodoway Dzień Walenia Tynków w skrócie wyremontuj swój pokój.
Święto zacne i przez wszystkich uwielbiane. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść po ilości reklam we wszystkich możliwych mediach, śodkach publicznych (z metrem włącznie) i innych chmurkach. Szaleństwo kupowania miśków, lizaków, bombonierek wrzeszczacych po naciśniećiu w guzik aj lof ju czy inny równie błyskotliwy komentarz. Czuję na sobie presje "otoczenia", że muszę komuś coś na siłe kupić, ba ten ktoś też mi musi coś kupic i tak powstaje wzajemna spirala nienawiści. Pytanie co kupić, za jaką cene i czy w ogólę.... ja zadaję pytanipo jaką cholerę kupować. Jak się jest z kimś to nie potrzeba dnia Walentego aby coś udowadniać, można i robi się to na milion sposobów każdego dnia w ciągu roku. A jak się nie ma... to komu? Można wtedy tylko popaść w doła, że wszyscy jak opętani szaleją na punkcie czegoś czerwonego. Można też odnieść wrażenie, że się jest jedyną osobą na tej planecie, która nie ma komu kupować/dawać tej przeklętej kartki walentynkowej. Czyżby jakaś zmowa 'ogów i innych ' atrów od leczenia depresji?
Takie dni są dobre dla dzieci w podstawówce, kiedy nieśmiały chłoptaś nie wie jak ma wyznać 'miłość' koleżance z klasy. Ręcznie nabazgrana kartka z mnóstwem serduszek, ckliwym wierszykiem ściągniętym z internetu powinna zrobić małe zamieszanie...
Walentynki- kolejna komercyjna zapchaj dziura.
Poza tym wszystkim nieobchodzącym i obchodzącym też (może kiedyś nawiedzi was Mądrość) życze wszystkiego dobrego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Śnięta

czwartek, 05 lutego 2009 9:41

Zmiana czasu, zmiana klimatu i zmiana nastawienia. Chociaż plecy spalone słońcem, w głowie same słonie i ananasy, powrót do polskiej rzeczywistości nieunikniony.

A podczas mojej nieobecności przez krewnych i znajomych królika przetoczyło się tornado - wystarczy, że wyjadę na dwa tygodnie i świat się zmienia. A może to ja się zmieniłam? Może to ja jestem inna, a nie świat?

Ale prawda jest taka, że ten kraj wkurzonych, uwikłanych w siebie ludzi mnie męczy. „Thai" po tajlandzku oznacza „wolny". I tacy są ci ludzie - wolni, prawdziwi, dumni ze swojego kraju, dziedzictwa, religii, turystyki. Są ciekawi innych, otwarci na przejawy sympatii, pobłażliwi i pozbawieni europejskiego pośpiechu. Ich religia i filozofia życia pozwala im patrzeć na rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę i naprawdę cieszyć się z tego co mają.

Niesamowite.

 

Jeden mnich buddyjski powiedział mi, że regułą klasztoru Buddy jest „Mnich nie może biegać". Musi iść powoli - żeby móc dostrzec szczegóły otaczającego go świata. Może i ja zwolnię... Świat jest taki ciekawy. Pełen ciekawych ludzi...

No bo do czego mi się spieszy? Do śmierci? Przyjdzie tak czy siak.

A więc powoli... Komu kawałek ananasa...

 

Ech, nawet ananasy tutaj inaczej smakują. Ja chcę z powrotem do Tajlandii... ^^


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

(i)

środa, 04 lutego 2009 22:06
Zastanawiałam się co by tu napisać, w końcu jakoś dawno nie zaglądałąm, nie pisałąm.. temat sam wskoczył. Chociaż smutny, a nie takie było moje pierwotne założenie. Kilka minut temu weszłam na portal nk, i dostałam informację, że o to wczoraj zmarł mój nauczyciel matematyki jeszcze z czasów podstawówkowych. Człowiek, który uczył jeszcze moją mamę, a po skończeniu przeze mnie szkoły czynnie brał udział w życiu uzniów prrawie do końca swoich dni. Jak łatwo można się domyślić, był jużwiekowym profesorem.
Nieznoszę matematyki i nigdy jej nie rozumiałam, ale dzięki takim ludziom jak w "belfer" chciało mi się chodzić na lekcję i coś z nich wynosić. Jedna z nielicznych osób, która wbudzała szacunek i podziw wszystkich ucczniów, nawet tych spod tzw ciemnje gwiazdy i kiblujących z matmy kolejny rok. Ściągi- nie było mowy i nie dlatego, żę pilnował, o nie, wręcz przeciwnie, siadała z gazetą i można było czytać z ksiązki odpowiedzi. Jednak po co, na jego lekcjach uchodziło to za niestosowne. Zawsze wysłuchał, wytłumaczył, czasem- jak to człowiek- wściekał się, że nie możemy czegoś pojąć.
Uczył mnie od 4 klasy i od razu wrzucił nas na głeboką wodę. Nie było taryfy ulgowej że mali my, że dopiero co mieliśmy jedna panią od wszystkiego... klasówki, kartkówki, długie minuty przy tablicy. Potwór a nie człowiek- tak wtedy o nim myślałam. Aż razu pewnego chyba w 6 czy 7 klasie pojechaliśmy na wycieczkę klasową w zimie. Śnieg, góry i mnóstwo zabawy. Jak śniego to iśnieżki.  W ferworze walki jedna śnieżka trafiła w owego profesora. My- śmierć na miejscu, bo pewnie skrzyczy, da naganę albo każe pisać kartkówkę...a tu proszę, naz srogi nauczyciel, ulepił piękną kulkę ze śniegu i zaczała się z nami naparzać...Finał, regularna wojna na śnieżki. Od tamtej pory stał się dla mnie człowiekiem, jednym z tych których się pamięta do końca życia i zawsze miło wspomina.
R.I.P profesorze
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  63 069  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl