Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 434 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Band from TV

poniedziałek, 27 kwietnia 2009 8:47
Band from TV to zespół założony przez znane gwiazdy z seriali. Warto o nich wspomnieć nie tylko dlatego, ze to znane twarze, ale głównie dlatego, że ich muzyka ma bardzo zaraźliwą cechę: szczęście. :) Czego wszystkim czytającym również życzę.

 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

małe sprostowanie

piątek, 24 kwietnia 2009 17:18
A więc (wiem, wiem: nie zaczynamy zdania od więc) Więc- w związku z tym, że mam chwilę i mogę poszperać po internecie i sprawdzić coś co mnie nękało od dłuższego czasu (no ok, od kąd Azja zamieściła filmiki z wytrzeszczami- są przesłodkie).  W gwoli wyjaśnienień i sprostowań: nie są to Lemury tylko Loris (taki gatunek), który jest troszkę podobny do tych pierwszych z tym, że nie ma długiego ogona i nie występuje na  Madagaskarze. Żeby nie było tak miło i łatwo to jakiś czas temu naukowcy odkryli nowy gatunek Lemura: Mouse Lemur (takie malutkie cosik z dużymi oczami, wielkości myszy i z długim ogonem):





A żeby wszystko było jasno i przejżyście zapraszam do lektury:

Loris

Charakterystyka: Ogon krótki, uwsteczniony; żywią się głównie owadami i drobnymi kręgowcami. Prowadzą nadrzewny, nocny tryb życia, poruszają się powoli, podobnie do leniwców. Zamieszkują południowo-wschodnią Azję (Indie i archipelagi wysp) i Afrykę (bez Madagaskaru).

Lemur

Charakterystyka: Lemury to drobne (od kilkunastu centymetrów) i średniej wielkości ssaki z długim ogonem i długimi kończynami, przy czym kończyny tylne są dłuższe od przednich. Lemury mają puszyste, miękkie futro, często kontrastowo ubarwione. Część twarzowa głowy jest zwykle wydłużona, uszy małe, zaostrzone, oczy duże, osadzone blisko siebie, skierowane do przodu. Dłonie i stopy chwytne z przeciwstawnymi palcami. Zupełny lub częściowy brak górnych siekaczy, górna warga podzielona, wilgotna, sztywny fałd w dolnej stronie języka (podjęzyk). Żywią się w zależności od gatunku - roślinnością lub owadami. Większość prowadzi nocny tryb życia. Żyją gromadnie. Prowadzą nadrzewny tryb życia.
Wytępują na Madagaskarze i Komorach

(w celu zaczerpnięcia szerszej wiedzy- kliknij na zdjęcie)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

kwiatki

piątek, 24 kwietnia 2009 9:35
Na początek końca tygodnia, kilka dżwięków angielsko- szwedzkiej grupy Razorlight, która wykonuje indie rock ( jak podaje Wiki)



Pewna pani, co się zwie A. zarzuciła mi, że zapomniałąm o wsadź- se. Protestuję! Pamiętam doskonale, tylko czasu i weny brak na pisanie. Wena może i by się znalazła, bo dużo się dzieje. Fakt u mnie mniej, ale za to u innych.... same skandale, rozwody, zrywania itp itd. A o ślubach zapomniałam zaczął się sezon na polowanie na druhny i inne kwiatki. A ja tylko dostaje jakieś zaproszenia na te imprezy. zkoda, że nie robią imprez w związku z rozwodem... tego chyba miałąbym więcej.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Lemur ma łaskotki

poniedziałek, 20 kwietnia 2009 15:38


Film, który mi ocalił dzień i skłonił do napisania powtórnie maila, który wyjaśnił wszystkie nieporozumienia :)
No i znowu jesteśmy przyjaciółkami. He he...
Ale powtórzę jeszcze raz:
Lemury rządzą.



A ten jest podobny do Gryzonia :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Far(Flir)ciara

piątek, 17 kwietnia 2009 13:32

Jak to czasem ze mną w życiu bywa, najfajniejsze rzeczy przytrafiają się przez przypadek :)
Wcale nie chciałam iść na koncert, ale zostałam wydzwoniona o jakiejś nieludzkiej godzinie wieczornej, z komenda że mam się natychmiast zdecydować bo już ostatnie bilety... No i się zdecydowałam. Ostatnie grosze wydałam. :)

 

Ale było warto. Nie tylko dlatego, że odkryłam w końcu, że jednak ze mnie rockowa dziewczyna i bouncowe rytmy w których wije się na parkiecie zdecydowana większość imprez mnie nie ruszają. Tylko przy tym podrygam, siądę, pogadam, podrygam, siądę, znudzę się dryganiem i pójdę do domu. Za to porządny kawałek ostrego rocka lub metalu sprawia, że przechodzę w tryb Duracella i króliczek robi „and going, and going, and going, and going...". Zarobiłam kilka podszytych zazdrością komentarzy, odkryłam, że jednak mam „jakąś" kondycję, wyskakałam się i zostałam przemocą zabrana do domu o nieludzko wczesnej godzinie...

 

Ale to dopiero później. Najpierw był koncert w Stodole - czterech panów i waltornie. Znaczy kontrabasy, znaczy wiolonczele... Takie duże ze strunami i smyczkiem. He he...

 

Koncerty w Stodole z reguły zieją letkom komerchom. Mają tendencje do ciągnięcia się na początku i rozkręcania na koniec. Akurat Apocaliptica dała czadu po całości, ale końcówka zdecydowanie biła po głowie. Głównie dzięki „Master of Puppets". Hitem był tekst: YOU! BEHAVE!". Za moimi plecami szalał kolega z długimi włosami, które co i rusz łaskotały mnie przyjemnie po karku. Jak wie każdy, kto kiedykolwiek mnie dotknął - od takiego delikatnego" smyrgnięcia dostaję autentycznych dreszczy i gęsiej skórki. Po tym koncercie dochodzę do wniosku, że informacji tej nie należy ujawniać, bo staje się źródłem zabawy dla męskiej części towarzystwa. Nie żebym protestowała, ale trochę to krępujące jak się ma dreszcze w miejscu publicznym... No, ale wracając do tematu - koncert był świetny. Nadwyrężyłam stopę i chyba właśnie wtedy mi się Duracell włączył. Nie miałam więc nic przeciwko wbiciu się do PARKu na Hard Zone, szczególnie, że tam też jest parkiet.

He he...

 

Przepraszam. Napad chichotu. Minie.

 

Drugim polepszającym nastrój punktem był fakt, że mogłam sobie poflirtować nieco i to z pozytywnym skutkiem (dzięki trzymaczom kciuków!). Oraz potańczyć w męskim (sic!) towarzystwie. I znowu poflirtować... Spotkać starych znajomych, oraz takich młodszych. I znowu... No. Ogólnie zarobiłam dwa niezależne komentarze, że ze mnie „niezła szprycha" (cytat) i doszłam do wniosku, że lubię chodzić w gorsecie. W związku z tym, jakby ktoś planował imprezę, do której gorset pasuje, to proszę o info.

 

He he...

 

A na razie  - dzisiaj kolejna impreza. Wyśpię się po śmierci :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Życie w kawałkach

poniedziałek, 13 kwietnia 2009 22:05
W tym roku święta  mnie. Panika, zakupy, sprzątanie i takie tam tradycyjne wypadki... Oczywiście wydałam za dużo pieniążków, za dużo nagotowałam, a także upiekłam chleb (nic mi nie zostało) oraz swoją popisową szarlotkę (ocaliłam jeden kawałek chyłkiem).
Od kilku lat mam już wprawę w posiadaniu gości w domu. Mam też stół (!) co znakomicie ułatwia ich przyjecie.
Tak więc święta się nadzwyczaj udały. Atmosfera była bardzo rodzinna i radosna, być może z powodu galopującego braku telewizora. Byliśmy na spacerze, gadaliśmy, żartowaliśmy, mieliśmy regularną głupawkę i do wyrzygania mieliśmy dość własnego towarzystwa. Miłą odmiana, którą następny dzień nieco zniweczył....
Święta to dla mnie trudny czas i zazdroszczę każdemu, kto ma ich w nadmiarze. Moi rodzice NAPRAWDĘ się rozwiedli. Ten fakt jest stary na dwa lata, ale do mnie dociera dopiero teraz. Smutne i rozżalone dziecko wewnątrz mnie tęskni za naprawdę rodzinnym wymiarem świąt, roni łzy na familijnych filmach, którymi zapchana jest telewizja w tym czasie. Za każdym razem jak widzę na ekranie kochającego ojca, prawdziwie "domową" matkę, zespół ciotek i irytujących kuzynów, aż mnie ściska w żołądku.
Tęsknię za tym. Chciałabym takich świąt.
Albo chciałabym obchodzić święta na słoniu w Tajlandii, popijając sok z kokosa i zagryzając ananasem. Obie wersje byłyby dla mnie szczęśliwsze niż obecna.

Mimo to... Było inaczej w te święta. Bez wymuszonej atmosfery, niezręczności i kłopotliwej ciszy. Szkoda też, że bez babci, któa bezbłędnie potrafi pochorować się, jak tylko ją zaproszę do siebie na święta... Szkoda.
Ech. Poświątecznie ściskam przyjaciół i zapraszam na spóźnione jajeczko.
Wesołych... I takie tam...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czekoladowy zając

poniedziałek, 13 kwietnia 2009 12:54
Święta, święta i po świętach jak mawiają najastarsi górale.
Nie wiem jak u innych, ale u mnie...
Przygotwania do wiosenny śwąt zaczynają się już dwa tygodnie wcześniej, albo i jeszcze wcześniej. Przygotowania owe polegają na panicznym sprzątaniu wszystkiego i wszystkich. Jakby przez cały rok człwoeik żył na wysypisku śmieci i teraz musiał zrobić coś z tym wszystkim. Tak naprawe to tylko ojciec panikuj, który ma wielke chęci do tego porząkowania. Jednak co do czego przychodzi to zazwyczaj jest " gdzie są śćierki, a czym mam to wytrzeć, a gdzie mam wylaćwodę, a ile tego płynu na wiadro..." itd. W efekcie człowiek sam musi wszystko robić. Oczywiśćie pozornie, bo kochany rodzic płci męskiej uniesiony na wyrzyny ambicji wyrywa nam szmate z ręki i sam czyści okna. I tak trzeba było poprawiać :)
I tak przez dwa tygodnie, czyszczenie, mycie, pucowania, zamiatanie - zwariować można.
I przychodzi czwartek- Wielki Czwartek a po nim Piątek.... i mamy święta i niby się nic nie powinno robić. A jednak, znowu sprzątanie, bo przez tydzień (czyli od ostatniego generalnego pucowania) wzięło się i nabrudziło i nanosiło piachu z dworu. Na nic tłumaczenie, że człowiek mieszka na wsi i tego piachu jest ciut więcej niż w mieści. Do tego dochodzą dwa psy, które pomimo usilnych próśb, gróźb i innych technik manipulacji, wciąż nie chcą wycierać łap.
Gdzieś w tzw międzyczasie w piekarniku ląduje mięsiwo i się piecze, wkurzająć człwowieka swym aromatem. Też matka musiała piec w  Piątek, jak jest post..... Cóż zgrzeszyłam, ale musiałam spróbować czy schabuś się dobrze przypiekł. Dobrze!
Pojawiła się i babcia... która znowu zaczełą sprzątać, gotować i dużo gadać i głośno, bo babulka jest ciut przygłucha. Ludzie, mamy święta. aaaaaaaa. Oszalałam.
Chociaż nie, jeden tekst seniorki rodu mnie rozwalił. Skradająć się do ptasiego mleczka i próbując niepostrzeżęnie wykraść jeden kawałek, za swoimi plecami usłyszałam głos "Jedz wnusiu. To nie grzech, jest postne" (ptasie mleczko, zeby nie było). Nie wiem jakim cudem czekolada stała się nagle postna, ale ja się nie będę wykłocać. Wszak zawsze mnie uczyli, żę starszych należy słuchać. Posłuchałam i zjadłam całe opakowanie. A co mi tam.
Czwart dzień z rodziną- oszalałam.
Pominę aspekty picia 30 letniej Brandy do śniadania. Oraz innych trunków do reszty posiłków. Tradycja, zwyczaj. Faktem jest, że u mnie się praktycznie nie pije w rodzinie. Ot czasem przy świętach. Nadmienię tylko, że owa Brandyzostałą zakupiona przez mojego ojca jak jeszcze był młodym chłopięciem i przez tyle lat stała w nienaruszonym stanie. Ha, jest jescze 35 letnia whisky.
Nastał poniedziałek, dzień mokry.... Dom staje się polem bitwy, pokój twierdzą. Nie, nie przesadzam. Pod osłoną nocy przygotowuję się sprzęt.... napełania wodą i kładzie obok łóżka. Rano rozpoczyna się regularna bitwa, wszystkie chwyty dozwolone.... Woda tylko śmiga... Najpierw delikatnie, jakieś spryskiwania, lekkie polewania itp. Ot tak, tylko żeby obudzić delikwenta. Na koniec wylądował na mnie garnek zimnej wody. Długo dłużna nie pozostałam.
I znów sprzątanie, bo wszystko mokre.
Może jakoś przeżyję te święta.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

jasno widzę

środa, 08 kwietnia 2009 9:33
W związku z tym, że prywatnie nic u mnie się nie dzieje, a to co się dzieje jest trzymane w wielkiej tajemnicy.
Zostanę pełno wymiarową wróżką- jasnowidzką czy jakkolwiek to inaczej nazwać. Ciekawa jestem czy są jakieś kursy przygotowawcze i czy można uzyskąc dyplom, do powieszenia na ścianie.
Potrzebne:
- okrągły stolik - mam kwadratowy
- czarny kot     -  mam czarnego psa
- szklana kula-    będzie szklany wazon ;p
- spódnica- jakaś się znajdzie
- kolor włosów odpowiedni już mam.
I ruszam do dzieła, mogę zacząć przepowiadać przyszłośc, bo jak narazie dobrze mi to idzie. Tylko później ponoszę tego konsekwencje w postaci telefonów o 1 w nocy. Żalami, płaczem.... A nie mówiłam, że tak będzie?? Mówiłam i co z tego.
Przyjaźń czasem bywa ciężka, ale tylko czasem.


Aaaaa zbliżają się święta, tak mi się przynajmniej wydaje patrząc na ilość osób myjących okna, trzepiących dywany itp rzeczy robiących u mnie na osiedlu.
W związku z tym, że mamy wiosne to pewnie musi być WIelkanoc. Analogicznie Boże Narodzenie jest w zimie.
Ironia losu, ktoś się rodzi zimą w największa zawieruche a umiera na wiosnę, kiedy wszystko budzi się do życia Z drugiej zaś strony pojawia się wątek zmartwychstania itp itd.

W związku z tym, życzę wesołego jajka, mokrego zająca, kolorowych kurczaków i góry prezentów

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Domatorka

czwartek, 02 kwietnia 2009 10:00

Ostatnio zadowolenie mnie nie opuszcza.

Nawet mój guru doszedł do wniosku, ze moje nieustające szczęście jest powodem do podejrzewania poważnej choroby. He he...

 

A wszystko rozbija się o to, czego nie robię.

Przede wszystkim od dawna nie myślę o sobie w kategoriach „mogę-nie mogę". Odpadło mi więc kompleksowe (dosłownie) myślenie o samej sobie. Zaczynam się poczuwać do swojego wieku (albo jestem zakochana; obydwie te okoliczności całkowicie tłumaczą moje zachowanie - chociaż co do tej drugiej, to musi być tak tajna, że sama o niej nie wiem :P).

Nadal dobijają mnie smutne przejawy samotności, ale są to po prostu piknięcia zazdrości, kiedy ktoś koło mnie jest szczęśliwy w związku.

Też bym chciała. Ale nie mam zamiaru pakować się w pierwsze lepsze bagno, żeby sobie udowodnić, że też tak mogę. W związku z tym czekam, działam i jestem z siebie zadowolona.

 

Po drugie - przestałam bywać tam, gdzie się czuję częściowo dobrze, a zaczęłam zapraszać ludzi do siebie, gdzie się czuję bardzo dobrze. Sushi-party. Jeden z moich lepszych pomysłów, podsycany niegasnącym zdumieniem, kto się decyduje mnie odwiedzić, z - jak sami zapewniają - niegasnącą przyjemnością. Zawsze miło jest się dowiedzieć, że ktoś pała do mnie sympatią, nawet jeśli w moich oczach jest to kompletnie niewytłumaczalne :P

 

Ostatnia konkluzja jest taka, że pomimo mojego staromodnego podejścia do życiowej moralności, nie jestem postrzegana jako defekt w naturze. Serio. Miewałam takie komentarze. Po czym się okazało, że czyniące je osoby są raczej tym defektem. W około mnie większość ludzi - w tym zdecydowana większość facetów - w pełni przytaknęła moim „niezbyt wyzwolonym" poglądom na tematy damsko-męskie. A była to w całości ta większość pozostająca w stałym związku małżeńskim-lub-nie-całkiem, albo też (w dwóch przypadkach) deklarująca chęć wstąpienia tylko i wyłącznie w taki związek. Ha! Rewolucja seksualna rewolucją seksualną, ale widać wolna miłość sama w sobie stała się tak powszechna, że ludziom spowszedniała. Teraz w cenie jest self-respect. I słusznie. He he...

 

Podobno śmiech bez powodu oznacza diaboliczne skłonności do prób zdobycia władzy nad światem. He He...

 

Ekhm. Przepraszam. (He he). Nie mogę się powstrzymać...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

calls for Chtulhu

środa, 01 kwietnia 2009 9:48

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  62 608  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl