Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 434 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Krzycz i Uciekaj

piątek, 15 maja 2009 0:17
Jakiś czas temu, tuż po długim weekendzie majowym, zostałam wyciągnięta do kina na film. Samo pójście do kina nie jest niczym złym, natomiast jeżeli chodzi o film- cóż z tym już było gorzej.

Namówiona przez przyjaciółkę i skuszona niską ceną biletów ( 10 PLN w całej Polsce, w każdym kinie. Podobno na życzenie fanów. Po napisach końcowych szczerze w to wątpie) wybrałam się na Kochaj i Tańcz w reżyserii Bruce Parramore,w rolach głównych wystąpili Mateusz Damięcki (syn swojego ojca i amant (??) polskiego kina) oraz Izabela Miko (niewiasta, która się pojawila zza oceanu. Nie wiadomo kiedy, gdzie i jak, ale podobno robi tam wielką kariere). Jak również Katarzyna Figura i moja ulubiona postać w tym filmie grana przez Katarzynę Herman- jedyne co mnie trzymało przyżyciu.

Film nudny jak jasna cholera,nawet flaki z olejem są ciekawsze. Typowa miłosna powiastka, bez żadnych ambicji. Ot prosta historia o kopciuchu (męski odpowiednik kopciuszka). On robotnnik(ok, pracujący na budowie) z ambicjami, ona piękna narzeczona bogatego dentysty czy tam innego wyrwijmicoś. Oczywiście jak można się domyśleć, narzeczony okazuję się życiowym outsiderem... bla bla bla. Młodzi się poznają, zakochują... full romantyzm, aż mdli od tego 'różowego'. Bla bla bla, on ją porywa sprzed ołtarza bla bla... Oczywiście jako, że film trwa ponad 2 godziny to nie może zabraknąć romantycznych spacerów, gestów i tego wszystkiego co powoduje u niektórych wybuchy płaczu, u innych mdłości. Twórcy się wysilili i dorzucili ciekawy wątek (żart!) pt: córka odnajduje ojca po 23 latach (czy tam ile ona miała).. bla bla bla.

W związku z tym, że film nosi przewrotny tytuł "Kochaj i Tańcz" to oprócz wątku miłosnego, musiał się też pokazać taniec... Pokazał się, ale chyba te ciekawsze momenty przespałam i na nieszczeście moje budziłam się tylko w tych mniej interesujących. Większosć aktorów, statystów i innych ów stanowili tancerze ze wszystkich edycji TVNowskiego U Can Dance, nawet Ci którzy jeszcze nie wzieli udziału w castingach ;p.

Kątem oka zerkałam na współtowarzyszkę niedoli, ku mojemu zdziwieniu dziewcze siedziało z przytkniętą do nosa chusteczką i dyskretnie ocierała łezki. Mnie osobiście kolano napie...napadowe bóle kolana miałam i probowałam skupić cała swoją uwagę na scienie i wpaśc na to, kiedy, po co i dlaczego powinnam uronić łzę. Oczywiście zostałam nazwana nieczułą, pozbawioną uczuć kobietą. Bo jak to, tak można się nie wzruszyć kiedy on i ona kroczą nocą po ulicach Warszawy.. widać można. Ot spacer jak każdy inny.
Kolano coraz bardziej boli- tak to już jest jak ma się kontuzje. Dłuższe siedzenie w jednej pozycji przypawia o wnerw.a się modlę kiedy to się skończy, koleżanka mi szepcze do ucha " że kiedy znowu na to pójdziemy?" Nigdy!!
Romansidła nie dla mnie, zwłaszcza takie w których nic się niedzieje.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Juwenalia

poniedziałek, 11 maja 2009 13:40
Wiiiiii... :) Urwanie się z zajęć ma ten plus, że zdecydowanie można sobie poszaleć po okolicy. Chociaż w planach miałam domowe zacisza, skończyło się na koncercie na Syrence, nocnej wędrówce ciemnymi ulicami, pobycie w całkiem ciekawej knajpie (MOTOCYKLE! Wiiiiii!) i... atakiem efektu duracell.

Po pierwsze, na Pola Mokotowskie trafiłam z przeświadczeniem, że idę na stracenie w ekipę dziwnych ludzi zgromadzonych nad wspólną butelką. No dobra. Przesadzam. Ale w gruncie rzeczy skończyło się na obcowaniu z beznadziejnie (sic) zakochanym państwem Gryzoniowym, ich rozlatanymi znajomymi i lekko smęcącym Mysloviz. A mimo wszystko - bawiłam się wyśmienicie, złapałam fazę i tylko dlatego, kiedy o północy wydzwoniła mnie przyjaciółka, postanowiłam jechać na drugi koniec Warszawki, do jakiegoś klubu, w którym nigdy nie byłam, żeby sobie poszaleć dodatkowo. :P

Zadzwonili do mnie, zapytali gdzie jestem, a jak powiedziałam, że właśnie weszłam do domu, to zaczęli narzekać, że już za późno. Jak to za późno!? Wsiadłam w Metro, wylądowałam na Racławickiej, zgubiłam się zaledwie dwa razy, przeszłam się jedną ciemną ulicą i jedna ulicą jeszcze ciemniejszą w towarzystwie tajemniczego psa i murzyna z wielką, czerwoną torbą. Znalazłam numer 99, dokonałam odkrycia, że to tutaj i poszłam szaleć...

Oj, to sobie poszalałam! Odzyskałyśmy z Kamykiem to "coś". Ten pierwiastek, który kiedyś sprawiał, że razem tworzyłyśmy mieszankę wybuchową. Oczywiście - tym razem oznaczało to prowokowanie w wyzywających pozach jej chłopaka, który udawał, że nas nie widzi. Mnie się włączyła opcja dopalaczy (ustaliliśmy, że pojemnik z podtlenkiem azotu ukrywam skrzętnie w staniku) i skończyłam wirując szaleńczo na parkiecie do 4 rano. Po czym prawie odmówiłam wejścia do taksówki, całą drogę powrotną do domu jęczałam, że mi się nie chce wracać i dałam temu wyraz nie idąc od razu do domu (podobno w podskokach); przespacerowałam się w nocy po okolicy, z pół godziny gadałam sobie z ochroniarzem na dole, obejrzałam film i poszłam spać akurat wtedy, jak poranne ptactwo zaczynało drzeć mordy...

O dziwo, następnego dnia byłam w wyśmienitym nastroju i kondycji (za to dzisiaj lekko zdycham).

Na koniec dopadła mnie refleksja, że faceci facetami, ale ja nie wiem czy  z jakimkolwiek partnerem miałam tyle zabawy, co mam teraz będąc sama. Zawsze oczekiwałam, że mi sama "jego" obecność wypełni wszechświat, a tu dupa blada... Bo gdybym miała tego "jego" wziąć wczoraj ze sobą, bawiłabym się gorzej. Dużo gorzej. Przede wszystkim - nie leżałabym na kanapie w - jak to Kamyk określiła - wyzywającej pozie w towarzystwie mojej nowo odkrytej seksualności. Prawdopodobnie nie zmoczyłabym włosów pod kranem (nawet przy jeszcze większym gorącu), bo mi się od tego fryzura psuje i makijaż zmywa. Nie szalałabym po parkiecie z podwiniętym podkoszulkiem (gorąco było), bo mam fałdki na brzuchu i jeszcze by się zorientował, że jestem przy kości. A już na pewno nie założyłabym czerwonej podkoszulki do heavy metalowej knajpy (co z tego, że Kamyk mi wypomina, że to obciach - ja tam lubię swój styl ubierania)... Całowanie, całowaniem, seks seksem, przytulanie przytulaniem (wszystkie trzy rzeczy - I'm big fan!) - ale ja chyba nie umiem być z kimś i być jednocześnie wyluzowana. Szkoda, że nie mam tez zadatków na wyzwolonego singla - mogłoby być zabawnie.
Ale na razie...

Z całego zamieszania wyciągnęłam tylko jeden wniosek: najlepiej wypoczywam w oderwaniu od rzeczywistości. Najlepiej tańcząc. A już najbardziej na rockowo, bellydance lub salsę... Najlepiej sama - bez faceta. I choć fakt ten częściowo budzi moje rozgoryczenie, to może old friend Leber ma rację, mówiąc: "Bo ty sprawiasz wrażenie, jakbyś nikogo nie potrzebowała".
To tylko wrażenie, ale co tam. Może i jest w tym jakieś ukryte znaczenie....

BTW: Zdjęcia z Juwenaliów poproszę...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Piknik!

wtorek, 05 maja 2009 11:42
Mała próbka zdjęć z piknika/ku/ki...
Mam nadzieję na więcej. No i oczywiście - na powtórkę :)
Piknik majowy

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  62 619  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl