Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 434 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


let's play

piątek, 26 września 2008 9:50

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

takie tam sobie

piątek, 26 września 2008 9:47
słońce świeci, ptaszki drą ryje....no może bez tych ptaszków. Ogólnie pogoda jak w marcu...czyli słońce, które nic nie daje tylko oślepia i zimne poranki, cieple dnie i zimne wieczory.... obowiązkowo, jak to trzeba na tą pore roku kilka kurtek, bluz, parasolek i butow na zmiane powinno sie nosić w jednej małej damskiej torebce....
Tradycyjnie wszystko na ostatnia chwile (jakby ktos nie zauwazyl, to wlasnie zmieniam temat)...tym razem ze studiami i tym razem nie z mojej winy. Ale coz, takie jest zycie, ze nawet jak (teoretycznie) pozaltwiam wszystko wczesniej, zeby spokojnie wkroczyc a nie wpadac tak znienacka to i tak (w praktyce) okazuje sie zupelnie inaczej. Mowiac jasniej, w przyszlym tygodniu powinnam zaczac, a ja nadal nie wiem na jakie zajecia mam chodzic, w jakich godzinach i w ogole gdzie. Bo nadal nie wiem na jakim kierunku jestem. Dzisiaj mam sie dowiedziec.... i mowiac szczerze, troche sie denerwuje...bo nie takie plany mialam, bo nie tylko studia musze sobie ulozyc, ale tez prace i podjac w zwiazku z tym wszystkim jakas decyzje. A myslalm, ze na podjecie decyzji, dopasowanie jednego do drugiego bede miec conajmniej tydzien a nie pol dnia

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

słów kilka

niedziela, 21 września 2008 18:30

o uczelni nawet nie chcę wspominać. Cóż, myślalałam, że wszystko pozałatwiane a tu się nagle okazuje, że nie ma mojego kierunku...wrrrr. Ogólnie jestem w czarnej dupie i nawet lampka nie pomoże.....

Jak zwykle wszystko musi isc pod góre, bo przecież u mnie nie może byc nic normalnie, zwyczajnie.... normą juz zaczyna byc to, ze jak mam kilka dni spokoju, wzglednej normalosci to pozniej sie okazuje ze wszystko bierze w leb i moge sie powiesic na najblizszej latarni. Jeden plus tego wszystkiego, po kilkunastu-set takich zdarzeniach sie wzielam zahartowalam, nie panikuje, jak mi sie nagle swiat wali na leb..spokojnie planuje....ok to musze zrobic, to wybrac, tu pojechac, tam moge zadzwonic, tu opieprzyc, tu na spokojnie i jakos bedzie. Bo jakby nie patrzec do tej pory udaje mi sie spadac na cztery lapy. Tylko, ze wolabym spokojnie sobie kroczyc a nie co chwile tak gora, dol, gora, dol, gora, dol...chociaz z drugiej strony przynajmniej sie nie nudze i dobrze mi sie zyje.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

studyjnie-sesyjnie

środa, 17 września 2008 9:28
na początek dnia kilka powiedzonek z wczorajszego grania...

- Nie pamiętam gdzie ją położyłam (o bohaterce, która zaginęła)
- Nie pchaj się pan z tą pałą
- Pani tego domu wisi w korytarzu!
- Będziesz sam z lampą w czarnej dupie
- Chłopak woli kobietę od świeczki....

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tradycyjnie...

wtorek, 16 września 2008 9:46
Kilka fotek na początek dnia...

Kfiatek
Krokodyla daj mi luby...
Kotek...
It could be me...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pomocy

wtorek, 16 września 2008 9:28
Niech mnie ktoś uratuje przed chorobą. Od jutra mam urlop! :(



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

HA

poniedziałek, 15 września 2008 15:37
Poczuwam się zatem do bycia dobrym towarzystwem.

Tradycyjnie - zdjęcia proszę :)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

dance macabre

poniedziałek, 15 września 2008 15:09
ja bardzo przepraszam za te pomowienia i sobie je wypraszam...ale ja tanczyc bardzo lubie.... tylko nie wszedzie, a to juz taki maly, drobny, prawie nic nie znaczacy szczegol. I wbrew wszelkim pozora bardzo latwo mozna mnie wyciagnac na parkiet, pod warunkiem, ze na tym parkiecie nie znajduja sie osoby, ktore mam ochote zamordowac, ozywic, znow zamordowac i na koncu zjesc ich wnetrznosci..... Mowiac bardziej ludzkim jezykiem, bawie sie dobrze jak moja psyche jest znormalizowana i otoczenie nie zaburza tego rytmu. W przeciwnym razie siedze wygodnie na kanapie z mina wkurwionej dziewicy (pozory kochani, pozory) i obmyslam plan podboju swiata. Poza tym jak pajacowac to w doborowym towarzystwie, w dobrym miejscu i przy dobrej muzyce.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Weekend za nami...

poniedziałek, 15 września 2008 13:55
Minął weekend niepostrzeżenie… Zaległa praca zwaliła się na łeb. Jak zwykle siałam defetyzm i przesadziłam z lękiem. Plus i postęp polega na tym, że naprawdę powiedziałam: Nie dałam rady tego zrobić. Mamy opóźnienie. Pomocy. A także zażądałam swoich obowiązków na piśmie i podwyżki ;) Uff…. Nadale w środku się lekko trzęsę. Z ostatnich wydarzeń było sporo zamieszania. Odczyt Wimmera się udał, chociaż było bardzo mało osób. A szkoda – bo profesor potrafi pięknie opowiadać o odciętej głowie Kara Mustafy… =D Potem szybciutko do domu i pakowanie w celu pojechania do Diablicy w celu pojechania na żagle w celu popływania w niedzielę… Po drodze okazało się, że współlokatorka zaprosiła koleżanki na wspominki po studiach. I chyba dobrze, że wyszłam, bo zapowiadało się alkoholowo… W Nieporęcie szybkie oglądnięcie horroru indyjskiego o duchach (tylko jedna piosenka) i lulu na tapczanie. Potem poranne wstawanie z trudem i szykowanie się do żeglowania. I tu niespodzianka – trzy warstwy ubrania to za mało! Było przeraźliwie zimno i mokro. Wiatr na szczęście umiarkowany, za to atrakcje urozmaicone. Kilkanaście razy podchodziliśmy do kei, czyli raz za razem zrzucaliśmy foka, który się czasem moczył i trzepał mi nad głową… Wyrzucaliśmy topielca za burtę, którzy to rzeczony topielec nie raz i nie dwa z pewnością nie przeżył. Komenda „pierwsza pomoc” i usta-usta z butelką… Bezcenne. Szkoda że było zimno jak w grobie i pogoda była parszywa. Za to obiadek i wspominki – nie narzekam. Wieczorem udaliśmy się w celu zaspokojenia potrzeb kulturalnych do domu publicznego odtwarzania muzyki… Czyli machanie włosami na szantach w Czarnej Perle – grała Strefa Mocnych Wiatrów. Kilka znajomych buziek się trafiło, oraz cała masa nieznajomych. W drodze powrotnej pan pod monopolowym mi się przedstawił i dostałam wafelka… Nie pytajcie czemu O_o Rano kark bolał zaledwie odrobinę (czyżbym nabrała wprawy?), roboty było dużo, skanowanie przebiegało miarowo w towarzystwie doktora House’a (odcinek z kolesiem, który obrzezał się sam nożem do tektury… Miodzie.). Na koniec obiadek u mamusi i powrót do domu… Z całego weekendu dwa wnioski: 1. Nigdy nie skończę tego skanowania! 2. W PX ledwo Diablicę mogę wyciągnąć na parkiet, a i sama nie zawsze mam ochotę tańczyć. W Perle sama mnie ciągnęła i miałam z tego takką radochę, że nie chciałam przestać. Grunt to muzyka, jak widać. ^^
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

puk puk młoteczkiem

piątek, 12 września 2008 10:00

I po kolejnej gralni. Jako, że ostatnio się trochę opuściłam w przychodzeniu na spotkania kółka anonimowych graczy to i z lekką trwogą szłam. Jednakże, było super. Dawno się tak nie wyśmiałam, wybawiłam, nasłuchałam tylu dziwnych opowieści.

Wielki ukłon, pokłon, zakłon i wykłon przed Azją, która to zupełnie nie przygotowana (materiałowo) do naszej stałej przygody, poprowadziła jednostrzałówkę.... jak zwykle przy tego typu przypadkach wszystko szło na żywca, zarówno ze strony naszej- graczy, jak i MG, któa to na poczekaniu wymyślała kolejne przeszkody i złośliwie utrudniała nam egzystensje.

Powli, powoli zaczynam się połapywać w tym wszystkim. Zaczynam gdzieś na bok odrzucać obawy, które gdzieś tam we mnie drzemały. Jeszcze kilka spotkań i może zaczne działać, a nie chować się za pakunkami. Aczkolwiek(to na lodówkę) i tak dostałam, więc aż tak bezpiecznie nie było....

Ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby robić zapiski. Jak to bywa, za późno i kilka ciekawych wypowiedzi gdzieś umkneło. Jednak jakieś się tam ostały:

- pani miała maniery wyszukane(w piwnicy)

- sam(o)gonek ukryty

-"udajemy ciemność, a oni półmrok"

- "jak mam machać rękami, jak nie mam władzy w nogach"

- "ciszej niż stepując skradam sie korytarzem"

-" to ja dalej będę robił lewatywe mieczem"....

i wiele więcej i wiele więcej sytuacji, które przyprawiały mnie o wzmożony napad śmiechu, włacznie z wypłynięciem czarnej smoły dziurkami od nosa, popłakaniem się i dostaniem skrętu kiszek....

Jeden mój minus, nie potrafię się tak do końca wyluzować. W pełni grać, wyłączyć opcję "rzeczywistość. Co jakiś czas myślalam o tym co powinnam zrobić, jak ułozyć pewne sprawy, jak rozwiązać problemy etc. ale i tak jest duży sukces z mojej prywatnej strony, bo momentami zapominałam o sprawach "przyziemnych".

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

wieczorową porą

czwartek, 11 września 2008 16:57

tak na (prawie) koniec dnia....dla lepszego zasypiania.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

go go go

czwartek, 11 września 2008 16:33

byle do przodu. Powli, jak żółw mozolnie wychodzę na prostą. Pozbierałam się ze studiami... z bólem i cięzkim sercem wracam na uczelnie, z drugiej strony został mi rok, więc jakoś zacisnę zęby, sprobuje nikogo nie zabić i skończyć ten cyrk. A później, poźniej będę męczyć niewinne duszyczki, będę się znęcać i wyłudzać pieniądze od naiwnych rodziców.

O jeah mam szatański plan.

A później emerytura i domek gdzieś pod lasem z ogromnym ogrodem, gromadką psów, kilkoma kotami, końmi. Kuchnią pachnącą ziołami i kominkiem, gdzie ogień wesoło będzie sobie skwierczał. Mam tylko cichą nadzieję, ze to nastąpi przed emeryturą.... No proszę jak mi nie wiele potrzeba do szczęścia...no może czasem wejde na pokład i pożegluję gdzieś poza horyzont.

Narazie jednak dopada mnie rzeczywistość, szarość dnia codziennego i zmaganie się z problemami. Czyli jak pogodzić trzy rzeczy jednocześnie, jak robić wszystko naraz i być w kilku miejscach jednocześni. Może jednak zrobienie tego prawka nie jest takim złym pomysłem. Pomyśli się, pomyśli....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mrocznie

czwartek, 11 września 2008 9:59
Gothlife... o kobietach
ze stronki http://www.likh.fc.pl

A tak poważnie - jestem w złości.
Mądrzy politycy chcą nam "poprawić dostęp do opieki medycznej". Jednym słowem - będą ulepszać coś, co działa doskonale i zrobią z tego kompletny bubel.
Chodzi o mój ośrodek terapeutyczny. Samodzielny, publiczny i świetnie zorganizowany - bez długów, z własnymi lokalami, z rozbudowanym programem, zgranym zespołem fachowców, rozpoczętymi wieloletnimi cyklami terapii... Po "usprawnieniu"
zostaną nam 52 godziny grupowych spotkań, zero indywidualnego kontaktu i zero pogłębiania terapii. Ja jakoś jeszcze może przeżyję - będę zwyczajnie samodestrukcyjna i nieszczęśliwa. Ale co z leczącymi się alkoholikami? Pięć miesięcy terapii i spadajcie. Wróćcie za pół roku, jak znowu zapijecie...
Pełnia oszczędności i logiki.
A z drugiej strony pełnia strachu - tu znalazłam ludzi, którzy potrafili mi pomóc. Staję na nogi. Krucha i niepewna jest moja samodzielność, ale jak dobry zastępczy rodzic mój terapeuta wspiera, popycha do przodu i łapię gdy upadam. I nagle będzie musiał mnie zostawić samą. Bo pani z ratusza ma taki pomysł, żeby wszystko wrzucić do jednego wora. Będzie poprawiać i rozdrapywać coś, co działa dobrze tylko w całości. Będzie niszczyć coś, co się latami  budowało, uczyło na własnych błędach, znalazło złoty środek. Bo taniej jest leczyc nas krótko, za to przez cąłe życie, niż raz a porządnie...?
Bzdura.
Takie tam polskie myślenie....

Jestem wściekła. Naprawdę mocno. I przerażona.
Jeszcze nie jestem gotowa zostac z tym zupełnie sama. Widać to po tym, jak panikuję.
CO będzie dalej? Nie wiem. Nie poddam się, to pewne. Ale nie rozumiem, czemu skuteczny i szybki lek mam zamieniać na monotonny, bolesny i długotrwały proces zagłuszania samych objawów.

Nie ma we mnie na to zgody. Zamierzam walczyć.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

babsko

wtorek, 09 września 2008 15:14

była kawa w Cafe na Chmielnej, gdzie pan piec razy podchodzil i dopytywal sie co zamawiamy. A my tylko chcialysmy kawe mrozona z dodatkiem bitej smietany. I to wlasnie ta bita smietana sprawila taki klopot. Coz, pan nie z Polski, wiec rozumiem, ze mogl nas nie zrozumiec....Naszczescie dostalysmy to co chcialysmy i z dobrze zbita smietana. Nadprogramowa byla tez jakas posypka.

Pozniej lody na starowce i spacerek przez Nowy Swiat. Musze przyznac, ze po godzinie 21, kiedy to slonce nie swieci a ulice rozswietlaja lampy, wyglada przecudnie. Gwary, smiechy, ludzie przechadajacy sie po ulicach. Gdzies z boku stoi czlek, ktory probuje sprzedac kostke brukowa. W oddali slychac dzwony. W pokojach gasnie swiatlo, zaslony zostaja zaciagniete. Na dole w knajpkach zaczyna sie zycie. Siedza panowie w garniturach, parki czule sie obejmujace. Ktos robi sobie zdjecie na tle palacu prezydenckiego. Ktos sie usmiechnie....zycie plynie a wsrod tego zgielku dwie wariatki.

Spotkanie jak zwykle bylo bardzo owocne,planami na przyszlosc, na wspolne wypady. Nie obeszlo sie bez szczypty pieprzu w naszych rozmowach, sporej ilosci smiechu i dobrej zabawy. Czyli recepta na udany babski wieczor. Oby czesciej takich dni bylo w moim zyciu.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

somethin' stupid

wtorek, 09 września 2008 14:54
Nawiązując do plotek, opininni innych na nasz temat. Cóż plotek na mój prywatny temat powstało wiele, część do mnei dotrała, część jeszcze nie- ale to pewnie kwestia czasu. Na podstawie tych plotkowań powstały jakieś tam opinie( a może odwrotnie ;p). Zdania są różne, ogólnie rzecz ujmująć, gdzieś tam się przewija zdanie, ze mam popieprzony charakter...owszem mam. Ale sa osoby, ktore doskonale wiedza dlaczego tak mam i rozumieja. Reszta mnie obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg. Bowiem, jezeli moj przyjaciel, ktory mnie zna o X lat przyjdzie i cos mi powie, to moze (podkreslam moze) zaczne sie zastanwiac nad swoim podejsciem do swiata, ludzi i o oglnie pojetego zycia. Natomiast, jezeli ma do mnie jakies "ale" osoba, ktora nigdy w zyciu nie zamienila ze mna calego, pelnego zdania (a zna mnie tylko z widzenia, jakies tam malej obserwacji, podsluchiwania moich rozmow z innymi, wypowiedzami na forum, blogu czy innych onetach)....no coz jej zdanie w ogole mnie nie interesuje. Jestem jaka jestem(chyba byl kiedys jakis taki program ;/), najmniejszego zamiaru nie mam na to, zeby sie zmieniac. Jest mi dobrze we wlasnej skorze. Mam swoje wzloty i upadki- to ostatnie bywaja bolesne. Smieje sie i placze na reklamach karmy dla psow, nie ufam, nienawidze, kocham, tancze, spiewam, maluje, bawie sie...glaszcze po glowce, bije kiedy trzeba i w obronie bliskich, z patykiem biegam na dziki, zrywam sliwki, podkradam maliny, obserwuje losie, spaceruje boso po rosie, krzycze i to glosno, robie duzo zamieszania, chowam sie w swojej samotni... i moglabym tak wymieniac bez konca, ale po co? Przeciez mozna podejsc, zagadac i przegadac ze mna cala noc i dowiedziec sie wszystkiego i wtedy wydac osady na moj temat.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  62 621  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl