Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 730 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


NIE!!!

sobota, 18 lipca 2009 13:07
Cienka czerwona linia, był  taki film wojenny oparty na powieści Jamesa Jonesa. Ja jednak nie o filmie, tylko o mówieniu NIE. Stanowczemu kręceniu głową w prawo i lewo (chociaż tutaj akurat dużo do powiedzenia ma kraj z którego pochodzimy).
NIE, jako zaprzeczenie czemuś, NIE jako sprzeciwanie się czemuś lub komuś (np mówie stanowczo NIE wszelkim zbrodniarzom wojennym, pedofilom, i innym wyrzytkom), ale tez NIE jako nie zgadzanie się na zrobienie czegoś co może kolidować z naszym własnym interesem. I tu zaczyna sie problem... Wielkie poradniki uczą nas asertywności, mówiąc w wielkim skrócie jest to umiejętność mówienie NIE. Nie stety jest to tudna sztuka dla obywdu zainteresowanych ston, zarówno proszącej jak i odmawiającej. Najczęściej odmowa jest odbierana jako czysty egoizm z naszej stony. Pytanie które przychodzi mi namyśl w tej chwilie: Czy osoba prosząca też nie wykazuje się odrobiną egoizmu? W końcu najczęśćiej prosimy o jakąś przysługę, która spokojnie sami moglibyśmy wykonać. Ok, czasem wymaga to więcej czasu, włożenia odrobiny wysiłku i szczypty chęci. Oczywiście dużo łatwiej jest się zgłosić do kogoś.
Czasem zgadzamy się na coś tak dla świetego spokoju. Ot łatwiej (może) jest poświęcić te kilka minut z naszego cennego życia, niż użerać się później z "miła osóbką", która będzie nam wiercić dziure w brzuchy i wypominać do grobowej deski jakim to jesteśmy samolubnym typem i za grosz nie mamy w sobie empatii.
Mam dziwne wrażenie, ze owa empatia jakoś koliduje z byciem asertywnym i stanowczym mówieniem NIE.
Z drugiej ząś strony, skoro wiem, że nie muszę czegoś robić i w żaden sposób nie zagrozi to drugiej osobie, to po cholerę mam się wysilać- o, jestem egoistką. Może, nie wiem... z trzeciej strony, jeżeli ja tego nie zrobię, to tym samym zmuszę proszącego o to, żeby sam zrobił. Skoro wiem, że może i tylko z czystego lenistwa nie chce, to mogę być sobie tą egoistką (powt.!)
Mówienie NIE to trudna sztuka, bo jeżeli chociaż tochę jest w nas sumienia (czy czegoś tam),to każda nasza odmowa może się wiązać z krótkotrwałym obrażeniem się na nas przyjaciela. Albo po kilku staniemy się zatwardziałymi ODMAWIACZAMI albo też zmiękniemy i będziemy robić wszystko za wszystkich.
O, nie, nie mówię, żę mamy w ogóle odmawiać pomocy... wręcz przeciwnie, pomagać trzeba zawsze. Ale na jest od cholery przypadków, kiedy nie musimy a i tak robimy... może ze strachu, że odmawiając tracimy znajomych. Co to za znajomi ;/
Nie trzeba się bać mówić NIE!!!
Koleżance, która chce od nas pożyczyć ulubioną kiecke ( i tylko dlatego, ze własnej nie chce jej się brudzić)
Szefowi, który prosi nas o wykonainie czegoś co nie należy do naszych obowiązków ( chyba, żę na piśmie da gwarancje solidnej premii)
Rodzinie  ( i tak nas nie wydziedziczą)
Pani w autobusie, która krzyczy żębyśmy zwolnili jej miejsce ( coż, że młodzi jesteśmy. Ale też czasem bywamy zmęczeni a skoro pani ma siłe krzyczeć tzn, że nie jest z nią tak źle)
I całej reszcie ludków o dziwnych upodobaniach





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

przemyslenia

środa, 29 października 2008 6:30
Myslenie doporawdza do pewnych stwierdzen, obserwacja do wnioskow i tak to zycie sie jakos toczy powoli do przodu. Moje niestety wlasnie zawraca. Jak to mawia nauczyciel mojej siostry "Walec zycia cie przejechal. I wlasnie zawraca". No wiec moj osobisty walec wlasnie zawraca. Fajnie, bo wiem co mnie czeka... z drugiej strony ja bym chciala w koncu zrobic krok naprzod i bez komentarzy w stylu "kobieto to go zrob", bo nie w tym rzecz. Ja go zrobilam ponad rok temu, zawzielam sie, odgryzlam arge i zrobilam go. Owszem przez pierwszych kilka, dlugich miesiecy bylam happy, jak kroliczek pod choinka... ze o to, o tutaj w koncu jakis przelom, no przelomik w zyciu. Ogolnie, ze idzie ku dobremu. Wczoraj nastapila kulminacja myslenia.. ze przeciez siedze w identycznym szambie jak wczesniej, oraz t ze jednak mam cholernie bujna wyobraznie skoro potrafie sobie wmowic cos czego nie ma i silnie w to wierzyc. Moze powinnam sobie jakies wrozki wyobrazic.....
Faktem jest, ze myslenie o "zyciu" jako takim nigdy nie powoduje u mie niczego dobrego, a wrecz przeciwnie... gigantyczny dol. Tak tylko po cichu licze na to, ze jednak sie w pewnych kwestach myle, z drugiej zas strony znajac siebie na tyle, obawiam sie ze wlasnie sie nie myle i to dobija...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mrocznie

czwartek, 11 września 2008 9:59
Gothlife... o kobietach
ze stronki http://www.likh.fc.pl

A tak poważnie - jestem w złości.
Mądrzy politycy chcą nam "poprawić dostęp do opieki medycznej". Jednym słowem - będą ulepszać coś, co działa doskonale i zrobią z tego kompletny bubel.
Chodzi o mój ośrodek terapeutyczny. Samodzielny, publiczny i świetnie zorganizowany - bez długów, z własnymi lokalami, z rozbudowanym programem, zgranym zespołem fachowców, rozpoczętymi wieloletnimi cyklami terapii... Po "usprawnieniu"
zostaną nam 52 godziny grupowych spotkań, zero indywidualnego kontaktu i zero pogłębiania terapii. Ja jakoś jeszcze może przeżyję - będę zwyczajnie samodestrukcyjna i nieszczęśliwa. Ale co z leczącymi się alkoholikami? Pięć miesięcy terapii i spadajcie. Wróćcie za pół roku, jak znowu zapijecie...
Pełnia oszczędności i logiki.
A z drugiej strony pełnia strachu - tu znalazłam ludzi, którzy potrafili mi pomóc. Staję na nogi. Krucha i niepewna jest moja samodzielność, ale jak dobry zastępczy rodzic mój terapeuta wspiera, popycha do przodu i łapię gdy upadam. I nagle będzie musiał mnie zostawić samą. Bo pani z ratusza ma taki pomysł, żeby wszystko wrzucić do jednego wora. Będzie poprawiać i rozdrapywać coś, co działa dobrze tylko w całości. Będzie niszczyć coś, co się latami  budowało, uczyło na własnych błędach, znalazło złoty środek. Bo taniej jest leczyc nas krótko, za to przez cąłe życie, niż raz a porządnie...?
Bzdura.
Takie tam polskie myślenie....

Jestem wściekła. Naprawdę mocno. I przerażona.
Jeszcze nie jestem gotowa zostac z tym zupełnie sama. Widać to po tym, jak panikuję.
CO będzie dalej? Nie wiem. Nie poddam się, to pewne. Ale nie rozumiem, czemu skuteczny i szybki lek mam zamieniać na monotonny, bolesny i długotrwały proces zagłuszania samych objawów.

Nie ma we mnie na to zgody. Zamierzam walczyć.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Po niebycie byt nadmierny

piątek, 22 sierpnia 2008 11:07
Wczorajsze doświadczenie zaburzeń przytomności (mdlałam z powodu niskiego ciśnienia) oczywiście dało mi do myślenia...

Przede wszystkim - cieknący kran, awarię prądu czy zawirusowany komputer to są zdarzenia do ogarnięcia. Mogę coś zrobić, coś zadziałać, jakoś zareagować. Mogę zmienić cokolwiek w swoich działaniach, żeby było lepiej. Nawet zdrowie mogę podratować - wziąć leki, iść do lekarza. Utraty przytomności mnie przerażają - bezsilność, bezwładność, niemoc, zdanie na innych...
Fakt, że ci "inni" stanęli na wysokości zadania i jestem naprawdę wdzięczna i szczęśliwa, że jestem akurat w tej firmie z tym ludźmi. Ale zawsze mi się przypominają takie momenty z mojego życia, kiedy nie miałam nad sobą kontroli - po pijaku (ze dwa razy mi się zdarzyło), właśnie przy utracie przytomności, zdana na łaskę skinów... Kiedy widzę świat pędzący na mnie z nieznanym zagrożeniem, a ja nie mogę nic zrobić. Nic mnie tak nie przeraża, jak niemoc. Żyłam w stanie niemocy przez całe swoje dzieciństwo i moja nowo nabyta samodzielność dawała mi poczucie pokonania tego stanu.
A jednak - drżę wewnętrznie za każdym razem, gdy ta niemoc wraca. Po prostu boję się cholernie... I tak sobie myślę, że gdyby nie moje pingwinki (jak pieszczotliwie nazywam ludzi których obdarzam przyjaźnią i prze których jestem nią obdarowana), byłoby naprawdę paskudnie. Silne ramie mojego brata, służbowy kierowca i troskliwy prezes i koleżanka, do tego dopieszczająca mama na dzień przed wyjazdem i cały zestaw innych przyjemności.

Czasem odgrywam sobie słabą kobietkę, a czasem jestem nią naprawdę i dobrze mi z tym.
Moje kochane pingwinki ^^

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zaginęła Diablica

środa, 20 sierpnia 2008 11:36
Rysopis - ognisty.
Charekter - ******** <cenzored>
Napisała posta i zaginęła. Gdzież jest, ach gdzież...

Aha.
I laboga.

^^
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

nie działa mi dekoder telewizji TRWAM

piątek, 15 sierpnia 2008 12:00
i głośniki, a raczej styki kablowate. Nie zmienia to faktu, że owy stan doprowadza mnie do lekkiego szału. Chciałoby się posłuchać muzyki, nagrać jakąś płyte na dzisiejsze grillowanie na deszczu (wierze, ze Ekel jako 1st piroman da rade) i nie można. W końcu jak tu nagrywać skoro nazwa większości utworów zaczyna się tak samo track....1 i tylko cyferki na końcu się zmieniają. I w ogole kto wymyślił takie małe klawiatury...<huh>
Ale dość już narzekania, pogoda wyśmienita. Z nieba sączy się orzeźwiający deszczyk. Chmury spowiły to coś niebieskiego, które w efekcie przybrało barwe szarawą. W oddali gdzieś grzmi, a może to znowu helikoptery wojskowe latają nad Zatyłczem PN Grzybki w lesie rosną, kwiatki rosną jagódki rosną, zwierzątka też rosną- ale to chyba już nie od deszczu.


i specjalnie dla pewnego jegomościa, który wytrwale czyta blogasa naszego...

podobieństwo uderzające.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Praca nie boli...

piątek, 01 sierpnia 2008 9:38
Pracownik korporacyjny:


JA:



Komentarz:


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

WSADŹ S.E. o Życiu (z akcentem na dużą literę). Z serii rozmów niekontrolowanych.2

środa, 23 lipca 2008 14:02

Diable:

Na szczęście mnie byle pierwszy kryzys nie straszy, wręcz przeciwnie, próbuję go rozwiązać.. Bo wiem, ze kryzysy istnieją...Dlatego tez byłam w dwóch związkach, które trwały pięknych kilka lat, ale cóż jeżeli ja się staram a z drugiej strony nie widzę odzewu, to nie będę walczyć na silę i zmuszać kogoś do czegoś wbrew czyjeś woli. Związek to są dwie osoby, związek nie składa się tylko i wyłącznie z pięknych chwil, ale z tych złych momentów...

Silny przetrwa to, wyciągnięte zostaną wnioski na przyszłość. Niestety żyjemy w kraju medialnym, gdzie rady na idealny związek/ partnera czerpiemy świadomie lub mniej z różnego rodzaju kolorowych pisemek. Zalewa nas fala różnych porad od tego jak się związać, jak wybrać partnera, jak mu/jej zrobić dobrze w łóżku, aż do poradników jak się rozwieść....I czytamy takie instrukcje i wprowadzamy w życie a później wielkie zdziwienie dlaczego to tak nie działa....No, bo przecież jakaś tam pani iksińska, psycholog gazetowy napisała, że żeby cos tam zrobić, to trzeba coś tam zrobić....Więc traktujemy to jako wyrocznie.

 

Czyta sobie taki mężczyzna pisemko z poradami "jak sprawić aby kobieta osiągnęła 100 orgazmów na minutę" i robi to wszystko co tam jest, punkt po punkcie, mechanicznie, jak wymiana kola w samochodzie  lub składanie stolika pod komputer, a później ma do nas pretensje dlaczego tego orgazmu nie miałyśmy. Bo on przecież się starał, zakupił "fachową literaturę" zrobił wszystko punk po punkcie. Czyli to z nami jest cos nie tak, bo jakby to tak mogli się mylić "eksperci" w tej dziedzinie.

 

 AZJA

 "STEREOTYP:  konstrukcja myślowa, zawierająca komponent poznawczy (zwykle uproszczony), emocjonalny i behawioralny, zawierająca pewne fałszywe przeświadczenie dotyczące innych grup społecznych."

 

 "Uproszczony" to jest słowo kluczowe. Dzisiaj wszystko musi być proste, klarowne, obrazkowe najlepiej, żeby tępy "odbiorca" zrozumiał. Stąd sprowadzanie przyjemności seksualnej do poszukiwań punktu G, albo zastanawiania się, gdzie nacisnąć, żeby Ona już chciała "to" robić, bez zbędnych zabiegów zwanych przez facetów grą wstępną, a przez kobiety "odrobiną czułości"....

 

 "Stereotyp przyjęty może być przez jednostkę w wyniku własnych obserwacji, przejmowania poglądów innych osób, wzorców przekazywanych przez społeczeństwo, może być także wynikiem procesów emocjonalnych (np. przeniesienia agresji).”

 

 Hmmmm…. To ostatnie szczególnie mnie porusza.  Agresja jest niekiedy kluczowa w tej kwestii. Ale pozostawiając skrajności, wróćmy do związków partnerskich. Mama i powiedziała, ze faceci to świnie, gazety trąbią, że seks na pierwszej randce jest normą, media zapewniają, że romantyzm jest najważniejszy, a diament jest najlepszym przyjacielem kobiety. Wszystkie historie miłosne dobrze się kończą, jeśli ona jest miła i cierpliwa, a on do ostatniej chwili jest kretynem, który po prostu jeszcze nie wie co stracił… Polecam fil „Love actually”, który jest komedią romantyczną także o miłościach niespełnionych. Czasami mam ochotę wystrzelać twórców komedii romantycznych (zwłaszcza polskich!).

 

 „Stereotypy mogą być negatywne, neutralne lub pozytywne, chociaż najczęściej spotykamy się z wyobrażeniami negatywnymi.”

 

 To mnie akurat nie dziwi. Ludzie to w końcu ludzie, a nie aniołki…

 

 „Stereotyp jest przekonaniem zbiorowym, tzn. jest to przekonanie żywione przez pewna grupę ludzi: mianem "stereotypu" nie określimy przekonania - spełniającego wszelkie pozostałe kryteria - żywionego wyłącznie przez jedną osobę. Stereotyp jest wyrażany w zdaniu ogólnym (np. "(Wszyscy) Polacy są nieporządni"). Nie będzie stereotypem przekonanie ogólne lecz prawdziwe, lub - ogólne, fałszywe, ale uzasadnione. Stereotyp to fałszywe i niedostatecznie uzasadnione a dotyczące pewnej grupy osób (tzw. nadgeneralizacja) przekonanie zbiorowe, zwykle niewrażliwe na argumentację.”

 

 Nie dość, że fałszywe, nie dość, że nieuzasadnione, to jeszcze rządzi naszym życiem. Np. przekonanie, że kobiety nie mają zdolności technicznych. W dobie narzędzi, które potrafią wszystko przybić, zespawać, odkręcić i przylutować jednym naciśnięciem guzika, kobiety w końcu mogą swoje techniczne talenty ujawnić. Wcześnie po prostu nie miały fizycznych możliwości. I tu pojawia się pytanie – czy musze być elektrykiem i hydraulikiem, itp., żeby być feministką? Otóż nie. Wystarczy, że będę kurą domową z wyboru, a nie z lęku, że jeśli zaprotestuję, to ON mnie porzuci. Wszystko zależy od formy protestu, od tego co zrobię w razie wygranej i – kluczowe – czy w ogóle wezmę wygraną pod uwagę.

 

 A chodzi o to, ze ja się buntuję świadomie. Wezmę wszelką odpowiedzialność, za ból jaki może sprawić mój bunt mnie, lub komuś innemu. I w tym nie pasuję do wszechobecnego stereotypu słabiutkiej, wdzięcznej kobietki….

 

 Diable

 Obawiam się, ze jeżeli już jakaś dyskusja wyniknie to wyjdzie na to, że my w ogóle nie mamy racji, krzywdzimy męski ród....Mężczyzna zawsze stanie w swojej obronie, dziewczę, które tkwi w związku i się czuję dobrze jako dodatek do gazety, też stanie w obronie. Mnie osobiście bawi(zaczynam mówić jak feministka), dziewczę, które żyje obok a nie razem z partnerem, nie jest w stanie nic bez niego zrobić (łącznie z oddychaniem), ale głośno krzyczy jak bardzo jest wyrozumiały jej 'superhero', jaka to ona nie jest szczęśliwa.....Cieszy ją wręcz to, że może komuś matkować… Chociaż ja bym to nazwała usługiwaniem. Zastanawiam się czy kobiety świadomie robią z siebie takie ofiary, czy to jest w nas jakoś zakorzenione...To poświęcanie się, ofiarność. Odchodzenie z pracy, bo trzeba wychować dzieci, różnego rodzaju ustępstwa, żeby tylko jemu dogodzić....

 

 Robienie z siebie cierpiętnicy i oczekiwanie wdzięczności...A jak jej nie dostajemy, to i tak dalej robimy swoje, bo tak ma być, bo tak nam kobiety od pokoleń wmawiały, że my jesteśmy słabsze, że to mężczyzna jest głową rodziny etc.

 

 Niestety albo i stety ten stereotyp upada, i zaczynamy się buntować, tupać nóżką i mówić "NIE", a i tym samym wprowadzamy konsternacje na męskich twarzach.

 

 I sobie myśli taki biedaczyna "czemu ona ode mnie odeszła, co ja takiego zrobiłem, przecież od 20 lat zawsze mi gotowała, prała, sprzątała… Widać lubiła to..." Tylko, że ten "biedaczek" przez 20 lat nie podziękował jej ani razu, ani razu nie zapytał się jej czy w czymś pomóc, a nawet sam z siebie niczego nie zrobił, bo w końcu to jest psi obowiązek kobiety zajmować się domem. I nie ważne jest, ze obydwoje pracuję po 10 godzin dziennie, on wraca z pracy i siada przed TV, ona musi zrobić obiad i inne jakże ciekawe zajęcia. On zdziwiony, dlaczego ta wiecznie narzeka.....

 

 Azja

 No to teraz pojechałaś stereotypem.

 

 Ja się nie chcę borykać z problemem nazwijmy to „wsiowej” mentalności, czy nauk naszych babć. Zajmijmy się współczesnymi równolatkami.

 

 Otóż współczesne równolatki chcą żyć zupełnie inaczej, a robią dokładnie te same błędy. Moja Gosia Kanadyjska (uściski szantrapo jedna, nie bij za pisanie o tobie), osoba wykształcona, życiowa, która potrafiła w wieku lat 18 robić design wewnętrzny dla biurowca Della w Nowym Yorku jednym palcem, a drugim zdawać maturę… Ta osoba, która i zarobić umie, i ma męża który zarabia, oraz talent, umiejętności i pasję – ta osoba urodziła dziecko po ślubie. Potem drugie (z ciężkimi problemami), a potem utknęła w pięknym kanadyjskim domu, który kupiła osobiście i osobiście urządziła, łącznie z kolorem klamek w łazience…

 

 Ta osoba dzwoniła do mnie o trzeciej w nocy (różnica czasu na innym kontynencie jej nie zaświtała), że jest nieszczęśliwa i nie daje rady z dziećmi. Beczała, krzyczała i miała kompletnie dość. Wystarczyło ją jednak przekonać, że raz na dwa tygodnie musi wyjechać, utopić telefon po drodze i spędzić trzy dni w Spa, zlewając fakt, czy jej mąż poradzi sobie z dziećmi. Przy pierwszym razie dzwoniła do mnie co dwie godziny w histerii, ale wytrwała. Jak wróciła do domu, Marcin padał jej do stóp, przepraszał, obiecał nianię i przez cały wieczór przepraszał dalej. Nie wiadomo za co, bo ona to robiła na własne życzenie…

 

 A Morał jest taki, że jej nawet do głowy nie przyszło, że ona nie ma obowiązku dawać sobie rady. Ma za to obowiązek opierd***ć męża, jak jej nie pomaga, pojechać do Spa, wypocząć, zatęsknić i mieć własne życie, dochody i znajomych. Ja znam i ją, i Marcina od lat. Oboje są ekstraordynaryjnymi przypadkami skrajnymi, które rozwodzą się praktycznie raz na miesiąc. Ale są razem, nawet kosztem pójścia na terapię małżeńską, przeproszenia za pierdołę jak za grzech śmiertelny, stanięcia oko w oko z własnymi ograniczeniami i słabościami. A także przyznania się do faktu, że zupełnie inaczej miało wyglądać ich życie po ślubie.

 

Ale nie wygląda. Więc doszło do zmiany oczekiwań, a nie zmiany partnera.

 

 Ale świat wciąż propaguje niezdrowy egocentryzm, zamiast zdrowego egoizmu… Ja mam dostać to co chcę, a nie My to, czego potrzebujemy do bycia „My”. I z tym się nie zgadzam.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

WSADŹ S.E. o Życiu (z akcentem na dużą literę). Z serii rozmów niekontrolowanych.

środa, 23 lipca 2008 12:21

Wątek rozpoczął się od zastanowienia się, czemu niezmiennie przypisuje się nam odmienna orientację seksualną…

 Oto ekstrakt z rozmowy.

 {…}


 Azja

 Może chodzi o to, że nie mamy nawyku rzucania się na wszystko, co nosi spodnie, ale za to lubimy sobie poprzebywać we własnym damskim towarzystwie... Ponadto nie lubimy być obmacywane w tańcu, nie stajemy do konkursu na największą idiotkę po pijaku, nie odgrywamy obrażonej dziewczynki, jak facet się na coś nie zgadza (przynajmniej nie na poważnie), nie udajemy słabej, głupiutkiej i niemrawej, oraz mamy irytujący zwyczaj posiadania ambicji i oczekiwań od życia....


 Miałam kiedyś przyjaciela faceta - w zasadzie nie raz, ale tylko jeden był taki naprawdę bliziutki - i to się w zasadzie nie sprawdziło. Zawsze zahaczało o seks, to raz. Na dwa można stwierdzić, że im bardziej ja byłam samodzielna, tym on się bardziej oddalał, aż mi zniknął z horyzontu. Ale jak się zrobiłam bezradna i słaba po jednym kryzysie, to cierpliwie znosił smarkanie w rękaw i oczywiście podsuwał męskie ramie....


 Tak. To się zdecydowanie nie sprawdza. Chyba, że uznać mojego brata za przyjaciela, ale to też inna kategoria. Ja mu niemal wszystko opowiadam (on mi nic, swoją drogą), on się przejmuje i przynosi niekiedy wieści z frontu. Ciekawe, czy on też uważa, że mam odmienną orientację...

 

 Diable

 Czy kobieta, która jest niezależna, radzi sobie sama w życiu bez faceta musi być od razu posądzana o odmienną orientację??? Obawiam się, że tak.


 Robienie z siebie idiotki i bezradnej jest nie dla mnie, nie potrafię....


 Bo przeciętny facet potrzebuje mieć przy sobie maskotkę, kogoś kim się będzie "opiekował" i udowadniał swoją męskość na każdym kroku...A ta męskość objawia się w różny sposób od wkręcenia żarówki do wymiany korków i naprawienia komputera...I problem jest taki, że ja to potrafię zrobić wszystko sama...Więc skoro sobie "radze" to na cholerę mi facet.

 

Faceci jak ognia boją się ambitnych kobiet, boją się tego, że mogą nie być w stanie się wykazać, sprostać oczekiwaniom. W naszym przypadku ewolucja poszła do przodu, w przypadku mężczyzn stoi na epoce kamienie łupanego. Gdzie kobieta miała siedzieć przy garach a meżczyzna to ten, który poluje, broni etc. A teraz jest szok kulturowy, no bo jak to ona może zarabiać więcej ode mnie, może prowadzić samochód lepiej ode mnie....Być w czymś ogólnie lepsza.

 

 Azja

 Ale z drugiej strony facet szuka głupiej kobiety z wielu złożonych powodów. Ma być głupsza od niego życiowo, ale wystarczająco mądra, żeby mu matkować i nie oczekiwać, że on to doceni, czy choćby zechce zauważyć. Dlatego zadziwia mnie fenomen facetów, którzy potrafią nadal cię szanować po stwierdzeniu: "Nie dzięki, dam sobie rade sama", lub "Kurcze, zarabiam więcej od ciebie!". Tylko że ci z reguły mają mniej testosteronu, bo są inteligentni i nie muszą podrabiać miną swojej atrakcyjności. Przez to jednak są mniej widoczni, mniej zagadkowi, mniej niebezpieczni... Czyli mniej atrakcyjni.


My Kobiety jesteśmy jednak dość głupie.

 

 Diable

 Kobieta garnie się do takiego "samca typowego" z przerośniętym ego....Mówiąc krótko jaskiniowca, który (jak słusznie zauważyłaś) potrzebuje opiekunki, która bez szemrania będzie znosić wszelki humory itp. Z drugiej zaś strony potrzebuje kogoś inteligentnego,  bez potrzeby udowadniania na każdym kroku jakim to jest wspaniałym samcem, kogoś takiego który będzie partnerem i będzie nas traktował po partnersku.... To się nazywa konflikt, bo albo tak albo tak...


 Słusznie, kiedyś jacyś tam psych-seksuologowie zauważyli, że kobieta na partnera życiowego wybiera raczej mężczyznę z mniejsza ilością testosteronu, natomiast na ojca swoich dzieci wręcz odwrotnie. Podświadomie wie, że lepsza póle genetyczną dostanie od tego drugiego, natomiast lepszą opiekę będzie mieć zapewnioną przez tego "spokojniejszego". Czy wynika z tego, ze na męża powinnam sobie wybrać szarą myszkę, i zdradzić go z jakimś herkulesem w celu posiadania wspaniałych, silnych i zdrowych dzieci? To w takim razie upada mit o związkach monogamicznych

 

 Azja

 Monogamia nie jest przereklamowana, tylko mało znana z bliska. Zakłada, że jak ja mam partnera i ten partner obniżył standard, to ja mu zrobię awanturę, siądziemy razem i RAZEM będziemy ten standard z powrotem odzyskiwać. Bo w związku zawsze są DWIE osoby.


Jesteśmy strasznymi konsumpcjonistami, skoro nawet partnerów lubimy wymieniać, ponieważ „stać nas na lepszy model”. Nie upieram się, że zawsze i wszędzie należy „wiernie nosić swój krzyż”. W końcu moi rodzice nie rozwiedli się bez powodu. Ale to wyłącznie mama walczyła te całe 30 lat. No i nie wyszło, no więc się rozwiodła, chociaż – szczerze mówiąc - w zasadzie już po połowie tego wieku było wiadomo, ż to niewypał. Ale przynajmniej wyczerpała wszystkie drogi i ma czyste sumienie.

 

A mnie wkurzają ludzie, którzy kochają się do pierwszego kryzysu, potem się rozchodzą, bo t nie jest „trendy” przeżywać konflikty. Trendy jest mieć ciekawe, ekscytujące życie i święty spokój od osobistego rozwoju.


Męski narząd płciowy z wami!

 

Ja chcę się wysilać, co więcej – lubię! Mam przyjaciół po konfliktach (dwa lata nie gadania z przyjaciółką ze szkolnej ławki – nadal trwa ta przyjaźń!), mam rodzinę po konfliktach. Qrde! Nawet z własnym ojcem mogłam się dogadać. To czemu właściwie nie miałabym z partnerem!? I co z tego, że zawiódł – ja nie święta. Kłamał – a ja to nie kłamię? Zdradził – ok,  ze zdradą bywa różnie, ale nadal są dwie osoby w związku, czyli dwa powody zdrady!


Nie wybaczam tylko dwóch grzechów – bezczynności i tchórzostwa. To są dwie rzeczy, które mordują związki.


A teraz, żeby się ładnie połączyło z oczekiwaniami: nam – i kobietom, i mężczyznom – wydaje się, że wiemy, jaki powinien być partner. Gówno wiemy. Weryfikacja zawsze przebiega negatywnie. Gówno wiemy o związkach i dlatego babramy się w jakichś tanich podróbkach, rozczarowujemy się, zamykamy w sobie i dalej oczekujemy niemożliwego. A to czego oczekujemy, to są właśnie stereotypy, atawizmy i reklamowe bzdury z durnych miesięczników...

 
A spotkać się pośrodku, usiąść i pogadać: Czego właściwie oczekuję od związku...?

Od ZWIĄZKU, a nie od OSOBY....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

...w odpowiedzi na wniosek koleżanki....

piątek, 11 lipca 2008 11:59

Oj, oj…

 

Kobieto. Też będzie w punktach:

1. Za bardzo negatywnie siebie oceniasz.

2.  Z tą nieufnością to jest tak: ludzi naruszają moje granice --> reaguję i im na to nie pozwalam --> Jeśli nie reaguję, albo mimo to nadal je naruszają, rodzi się agresja. To wszystko = wniosek, że jeśli ma się problemy z określeniem granic swojego Ja, agresję wzbudza absolutnie wszystko. A problemy z określeniem własnego Ja ma się po wyjściu z chorego związku… Co nas sprowadza do:

3. Uważam, że nie jesteś złośliwa, nie musisz być milsza, nie masz nienawiści do ludzi, nie musisz się leczyć z zazdrości, dopóki nie motywuje cię ona do podłych zachowań (Marek twierdzi, że zdrowa zazdrość, podobnie jak zdrowa złość, motywuje do polepszania własnego psychicznego BHP).

Mam tylko jedno zastrzeżenie:

4. Twoje zen za bardzo zależy od innych ludzi, co oznacza, że nie wybaczasz błędów, wszystko przyjmujesz osobiście i nie potrafisz odpuścić. Po mądrej lekturze jednego z numerów Zwierciadła został mi taki cytat z wywiadu:

 

„Przeprosiny zawsze przyjmuję, bo trzeba je przyjąć, skoro człowiek czuje, że musi przeprosić. Ale wybaczanie to co innego. Czasem mówię: »Przyjmuje przeprosiny, ale niech ci Bóg wybacza, bo ja jeszcze nie mogę«. I tedy oboje możemy iść dalej w swoją stronę.”

 

Dobre motto na życie, moim zdaniem.

Oraz stwierdzenie NIE WSZYSCY MUSZĄ MNIE LUBIĆ.

 

Więc broń Boże nie mam zamiaru BYĆ MIŁA.

Ty też nie próbuj – nie opłaca się.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Proza Życia

czwartek, 10 lipca 2008 10:07

Trudno stwierdzić co wyrabiam. W zasadzie pracuje, ale jednym tylko okiem, bo drugie zawieszam, gdzie mogę… Jakoś się nie mogę skoncentrować. Może przez trening w tle.

 

Dzisiaj dodatkowo mój gospodarz ze swoja córką, właścicielką mieszkania, wpadnie w ciągu dnia coś tam zobaczyć do przyszłego remontu. Wejdą do mojego pokoju, co mnie wkurza. Nie dość, że musiałam posprzątać (Ok., powinnam to robić na bieżąco, tu się nie spieram), to czuję się jakbym była oceniana po tym, co tam zobaczą. A tam akurat schnie werniks na rysunku, leży sterta do prasowania, spadła mi wieczorem doniczka na biurko i ciągle nie mam czasu wyciąć suchych liści z paprotki. Wielka zielona płachta pod ścianą, która ma sens, kiedy stoi na niej mokry rower, wygląda dziwnie kiedy tylko sobie leży. Chyba mnie to wkurza i lekko przeraża, że od ogólnego wrażenia tego jak mieszkam, może zależeć, czy w ogóle będę tam mieszkać… Wrr.

 

Tak mi się dzień zaczął.

 

A zobaczymy jak się skończy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

....nic

środa, 09 lipca 2008 13:49
Zen mi rośnie, i to naprawde rośnie....jakoś się dziwnie czuje, bo nie mam na co naprawde narzekać. Siedze przed tą klawiaturą, gapie się w monitor i nic....że pada, to dobrze, że świeci słońce też dobrze, że mam nawał pracy raz na miesiąc, też dobrze.
Być może ulegam jakies wewnętrznej przemianie, albo cokolwiek innego. Ludzie przestali mnie drażnić
Może powinnam się leczyć....bo jakoś wolałam siebie w starym wydaniu.... Jeszcze mi tego brakowało, żebym została optymistką.
Dziwnie tak....księżyc kumpel lśni....

Portu szmer, kusi syren głos,

mewek szept, kotów dziki wrzask,

wiosna ich odmieniła los.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

money, money

poniedziałek, 07 lipca 2008 9:51
W piątek był pogrzeb, ale ja nie o tym, tylko o calej otoczce która towarzyszyła. Rece załamałam....za pogrzeb, miejsce na cmentarzu, ubranie etc płaci się grupe pięniądze. Co prawda częśc kosztów pokrywa ZUS, co nie zmienia faktu, że i tak trzeba wyłożyć niemałą sumke.
Msza odbyła się na szybko, ksiądz odklepała swoją formułke, niczym babka na dworcu centralnym, która poraz setny w ciągu dni powtarza, że pociag z X do Y odjedzie z peronu Z.....
Nie wspomne o gosciu, koscielnym, ktory przemknal z taca po uczestnikach, bo to było nic w porównaniu z tym jak ksiądz zapytał się ile osób przystąpi do komunii....w celu: jak nikt to się ominie ten elemnt mszy.
Przeraża mnie ta komercja na kazdym kroku, że w każdej sytuacji zedrą z człowieka ostatnią koszule i zero poszanowania dla ludzi, którzy właśnie przeżyli tragedie.



Ps Grób wykupuje się na 20 lat, po tym czasie trzeba znowu zapłacić, w przeciwnym razie mogą wykopać osobę tam pochowaną i pochować kogoś innego, kto sobie wykupi to miejsce....to jakiś obłęd, bo skąd wiadomo czy za 20 lat będzie ktoś żył z rodziny, lub znajomych, którzy tego dopilnują? Ewentulanie można wykupić 2 miejsca i wtedy "wynajem" obowiązuje przez 99 lat- a męczcie się prawnuki i praprawnuki aby wam przodka nie wykopali i na śmietnik nie wyrzucili.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

pospolite ruszenie

wtorek, 01 lipca 2008 12:32
Cisza, spokoj, kawka jedna, druga, owocowa herbatka. W cos sie pogra, z kims pogada, gdzies sie napisze i jakos te osiem godzin zleci. Czyli jak wyglada przecietny dzien w mojej pracy.... do czasu; bo oto, nadchodzi taki dzien, jeden na tydzien, w ktorym to nie mam czasu udac sie nawet tam gdzie szanowny król inni dostojnicy chodza pieszo.
Dni tzw pospolitego ruszenia, kiedy to tłum interesantow czegos ode mnie chce, i w którym to na 100% nie ma i nie bedzie szefa.
Nie mam pojecia czy to cecha narodowa wszystkich polakow, ze generalnie wiekszosc spraw załatwiana jest na ostatnia chwile. Sadzac jednak, po kolejkach w urzedach, gdy koncza sie terminy (platnosci, wyrobienia dokumentu, zlozenia pitu) z cala uprzejmoscia moge owa ceche wpisac do rejestru wad pobratymcow.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

No....

piątek, 20 czerwca 2008 23:05
No i co tak mało zdjęć :(
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  63 076  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl