Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 434 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


gry planszowe

niedziela, 14 czerwca 2009 13:59
Coś się kończy, coś zaczyna a Dekoral wciąż biały...
Wmyśliłyśmy plansze dla samobójców. My, czyli ja i moja osiedlowa funfela. Dziewczę zakupiło jakąś zwykła, prostą planszówkę dla dzieci- bo promocja byla. Ot zwykłe 100 pól, rzucasz kostką, posuwasz pionki i dążysz do METY. Gra prosta jak budowa cepa i jedynymi urozmaiceniami były utraty kolejek ewentualne cofanie się o kilka pól do tyłu. W nagrodę zaś, jak nie trudno się domyśleć, dodatkowe rzuty czy możliwość powędrowania do przodu. Gra szybka, łatwa i przyjemna. Zakupiona została na tzw babskie posiadówy przy winku. Szybko się jednak okazało, że zbyt prędko nam to wszystko idzie i nie dostarcza większych emocji.
Tak więc dwie mentalne blondynki postanowiły ją urozmaicić i tym samym doprowadzić siebie do obłędu. W wyniku czego z połowy planszy wracasz z powrotem na początek (oczywiście o ile staniesz na tym polu), przed METĄ znajdują się w bliskiej odległości od siebie dwa pola, które wywalają cię albo na START albo gdzieś na połowę planszy. Gdzieś ulokowane są „bomby", na które jak stanie się to wybuchają i gdzieś tam znowu musimy się przemieścić (albo do przodu albo do tyłu). Efekt był taki, że jedna rozgrywka zajmowała nam co najmniej godzinę. Co chwile któraś z powrotem lądowała na poletku z napisem START albo w jego okolicach. Kiedy to udało się w końcu stanąć „ na szczęśliwym kółku" i w glorii i chwale stawiałyśmy pionek 30 pól do przodu, to za chwilę lądowało się na jednym z tych „cofających"... I znowu gra od początku się zaczyna.
Jak na początku dolna granica wiekowa była 6 lat, ta teraz tylko osoba dorosła i o mocnych nerwach nadaje się do rozgrywki.
Opisać się nie da, trzeba zagrać i poczuć w sobie siłę lwa czy innego kota.
Grając w dwie osoby emocji było pod sufitem. Nie chcę sobie wyobrażać co by było na więcej osób. Jesteś już dwa pola przed METĄ, jeden rzut kostką decyduje o wszystkim. Rzucasz i nagle zaczynasz od początku. Przeciwnicy się cieszą, zacierają ręce i buch lądują obok ciebie. Za moment wyprzedasz ich znacznie, bo miałeś farta i trafiłeś na miejsce z którego możesz przemieścić się prawie na koniec. Duma rozpiera, kostka dostaje order za zasługi... i ups znów wylatujesz w powietrze i lądujesz w połowie, daleko z tyłu za wszystkimi....
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

jasno widzę

środa, 08 kwietnia 2009 9:33
W związku z tym, że prywatnie nic u mnie się nie dzieje, a to co się dzieje jest trzymane w wielkiej tajemnicy.
Zostanę pełno wymiarową wróżką- jasnowidzką czy jakkolwiek to inaczej nazwać. Ciekawa jestem czy są jakieś kursy przygotowawcze i czy można uzyskąc dyplom, do powieszenia na ścianie.
Potrzebne:
- okrągły stolik - mam kwadratowy
- czarny kot     -  mam czarnego psa
- szklana kula-    będzie szklany wazon ;p
- spódnica- jakaś się znajdzie
- kolor włosów odpowiedni już mam.
I ruszam do dzieła, mogę zacząć przepowiadać przyszłośc, bo jak narazie dobrze mi to idzie. Tylko później ponoszę tego konsekwencje w postaci telefonów o 1 w nocy. Żalami, płaczem.... A nie mówiłam, że tak będzie?? Mówiłam i co z tego.
Przyjaźń czasem bywa ciężka, ale tylko czasem.


Aaaaa zbliżają się święta, tak mi się przynajmniej wydaje patrząc na ilość osób myjących okna, trzepiących dywany itp rzeczy robiących u mnie na osiedlu.
W związku z tym, że mamy wiosne to pewnie musi być WIelkanoc. Analogicznie Boże Narodzenie jest w zimie.
Ironia losu, ktoś się rodzi zimą w największa zawieruche a umiera na wiosnę, kiedy wszystko budzi się do życia Z drugiej zaś strony pojawia się wątek zmartwychstania itp itd.

W związku z tym, życzę wesołego jajka, mokrego zająca, kolorowych kurczaków i góry prezentów

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

miało być zdjęcie

czwartek, 12 marca 2009 23:48
Nie wiem komu i z czym sie kojarzą feministki. Nigdy się nad tym głebiej nie zastanwiałam. Ok, fajnie że walczyły o prawa do głosu ( sufrażystki, bo feminizm to wymysł naszych czasów) i o te wszystkie inne pierdoły. Mam ważęnie, że skoro zostało osiągnięte, to teraz na siłe będą szukać nowych problemów. Boję się tego, że w takim tempie za kilka lat napisy na transparentach podczas Manif  będą głosić "prawo kobiet do posiadania własnego penisa" lub też coś w tym klimacie.
Zastanwiałam się kiedyś (wieki temu) czy feministki nienawidzą mężczyzn. Nie wiem, jedne głoszą, że tak- i każda z innego powodu, inne- nie. A jak jest naprawdę- tego nie wiem. Na pokaz robi się wiele rzeczy i wiele się mówi.
Owszem sztuką jest przetrwać kobiecie w dzisiejszych czasch, jak być i mieć. Jak być samodzielną i zaradną i jak mieć wsparcie mężczyzny? O to jest pytanie.
Narzekamy na samotność, na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej... a z drugiej stony krzyczymy i wszędzie pokazujemy jak to sobie same świetnie radzimy. Coś tu jest nie tak.
Mężczyzna to takie miłe stworzonko, które musi się wykazać, które chce być rycerskie (nawet jeżeli to tylko wywiercenie dziury w ścianie), ale on chce pokazać, uchronić ukochaną od pobrudzenia sobie łapek. Nie ma w tym nic złego i nie ma w tym podtekstu ' kobieto nie dasz sobie rady, bo jesteś tępa jak noże kuchenne u Diablicy'. My wiemy, że dałybyśmy sobie rade. On też wie ( a jak nie, to niech spada), ale od wieków na tej planecie jest prowadzona gra pomiędzy dwoma płciami.
Rozkwita nam na tej planiecie sporo gromada sfrustrowanych i samotnych kobiet z hasłem przewodnim " ja sama". Pozwolę sobie zacytować w tym miejscu jednego znajomego (tekst wypowiedziany do kobiety, która mu się szalenie podoba)
- " Podobasz mie się i to nawet bardzo, ale nie chciałbym być z tobą"
- "czemu?"
- " bo doskonale radzisz sobie sama, wszystko potrafisz zrobić, naprawić- ja byłbym zbędny"
Komentować chyba nie muszę. Dodam tylko, że koleś myśli nowocześnie i ostanią rzeczą jaką by zrobił to zamknięcie samicy w kuchni przy garach.
Skoro jednak radzimy sobie i o to tak walczyłyśmy, to nie narzekajmy teraz na samotność. Bo na cholere nam ta druga połówka- do prokracji (można adoptować, baki spermy są etc), do przytulania się (kota można sobie kupić, albo dużą poduszkę), do nocnych igraszek (wibrator czy inne gadżety), do prac domowych (naprawiamy wszystko same).... do czego?
Możemy same...
Miałyśmy ciastko, ale zjadłyśmy... nie płaczmy, więc teraz nad pustym talerzykiem. Przynajmniej było smacznie i przez jakiś czas jeszcze będzie


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

styczniuje

piątek, 09 stycznia 2009 22:11
za oknem ciągle zima, chociaż powoli zaczyna się ocieplać. W końcu -2 stopnie to nie -20 stopni (tak, tyle było). Dziwnym trafem jakoś tak wielka zima mi nie przeszkadzała, a wręcz zaczynam już do niej tęsknić. Owszem marzły mi kończyny i inne częśći wystające, ale i tak wolę to niż się pocić jak mysz w lato. W koncu jak jest zimno, to mozna zalozyc jeszcze jeden sweter, albo grubsza kurtke i jakos da sie przezyc. W wyzszych temperaturach (dla mnie powyzej 20) dostaje szału, autentycznego i nielegalnego szału.
Tak więc, zimo trwaj ile możesz i ustąp czasem miejsca jesieni.
A tak wracając do spraw poważnych.
Mam dziasiaj dzień idiotycznych rozmyślań:
Czemu coś tam, jeżeli coś tam i czy jedno coś tam może się obejść bez drugiego i odwrotnie.... itp dyrdymały.
Zauważyłam pewną prawidłowość, żę im dany człowiek głośniej krzyczy o swoim sukciesie tym mniej ich osiągnął, lub też są tak słabe, że w życiu przez nikogo by nie zostały zauważone. W myśl zasady, żę prawdziwa sztuka obroni się sama tak i sądze, żę dotyczy się też relacji między ludzkich.
Ja tak patrzę i obserwuję i czasem coś mi wpadnie w oko. Że najgłośniej krzyczą ci, którzy mają najwięcej kompleksów dotyczących jakości swojego życia i tego co do tej pory osiągneli. Jakby specjalnie chcieli odwrócić uwagę od tego jak marnymi istotami są lub też w ogóle nie dopuszczają do siebie takiej myśli. W końcu nie ma nic piękniejszego niż grupa życiowych nieudaczników robiąca dużo hałasu i swiecąca włąsnym blaskiem...
Przynajmniej mi się poprawia jakoś życia.
Ps ak to powiedział pewien osobnik płci męskiej: "obracasz się wśród elit"... i za to wam zwierzaki dziękuję
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Byle do przodu

czwartek, 09 października 2008 9:57

Ostatnio mam przemyślenia o swoim życiu zawodowo-artystycznym. Tzn. jak zwykle ubolewam nad własnym lenistwem ale też i zaczynam dostrzegać tego lenistwa zalety.

Idę sobie w przód, własnym tempem, powolutku, z przystankami na odpoczynek, z czasem zarezerwowanym na poboczne wątki osobiste... Czuję się jak lodołamacz. Z tym, że mam dobre ogrzewanie, regularną dostawę zapasów i tylko czasem jakaś górka lodowa mnie przeraża swoją zatopioną częścią.


A wszystko dlatego, że nie mam poczucia do czego dążę. Mniej więcej wiem, co umiem i chcę sprawdzić, czy to faktycznie jest dla mnie, ale celu jako takiego nie mam. Raczej Anty-cele.

Anty-celem może być na przykład książę na białym koniu, który mnie wyratuje z opresji i pogalopujemy w małżeństwo doskonałe... O nie. Ja się wypisuję z tego marzenia! Nie żebym coś miała przeciw małżeństwu, chociaż jeśli o mnie osobiście chodzi, to raczej mało mam wiary w siebie w tej instytucji... Chodzi o to "uratuje". A potem co? Będę długo i szczęśliwie mu za to dziękować, że mnie uratował? Ołtarzyk mu wzniosę, będę czcić, karmić i oporządzać, czekając dla odmiany na bardziej ratującego kochanka... Wolę już słynnego pana Czesia z książki Agnieszki Osieckiej.

Kolejnym anty-celem jest bycie stereotypowym pracownikiem korporacyjnym, czego szczerze nie znoszę, bo nie znoszę atmosfery agresywnej rywalizacji i wypalenia emocjonalnego. Nie chcę być też nieszczęśliwym literatem z nałogami, cynicznym felietonistą z agresją do świata, ani wojującą feministką z rosnącym poczuciem krzywdy.... Cała masa by się znalazła.

Ale co na końcu? Nie mam pojęcia. Jedyne co wiem, że chcę to wyjazd do Indii, dom w Bieszczadach i szczęśliwe życie wśród ludzi. Z rodziną lub bez. Owszem, chciałabym mieć dzieci, ale może byłabym beznadziejną matką, więc mogę sobie darować... Byleby tylko było szczęście...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Weekend za nami...

poniedziałek, 15 września 2008 13:55
Minął weekend niepostrzeżenie… Zaległa praca zwaliła się na łeb. Jak zwykle siałam defetyzm i przesadziłam z lękiem. Plus i postęp polega na tym, że naprawdę powiedziałam: Nie dałam rady tego zrobić. Mamy opóźnienie. Pomocy. A także zażądałam swoich obowiązków na piśmie i podwyżki ;) Uff…. Nadale w środku się lekko trzęsę. Z ostatnich wydarzeń było sporo zamieszania. Odczyt Wimmera się udał, chociaż było bardzo mało osób. A szkoda – bo profesor potrafi pięknie opowiadać o odciętej głowie Kara Mustafy… =D Potem szybciutko do domu i pakowanie w celu pojechania do Diablicy w celu pojechania na żagle w celu popływania w niedzielę… Po drodze okazało się, że współlokatorka zaprosiła koleżanki na wspominki po studiach. I chyba dobrze, że wyszłam, bo zapowiadało się alkoholowo… W Nieporęcie szybkie oglądnięcie horroru indyjskiego o duchach (tylko jedna piosenka) i lulu na tapczanie. Potem poranne wstawanie z trudem i szykowanie się do żeglowania. I tu niespodzianka – trzy warstwy ubrania to za mało! Było przeraźliwie zimno i mokro. Wiatr na szczęście umiarkowany, za to atrakcje urozmaicone. Kilkanaście razy podchodziliśmy do kei, czyli raz za razem zrzucaliśmy foka, który się czasem moczył i trzepał mi nad głową… Wyrzucaliśmy topielca za burtę, którzy to rzeczony topielec nie raz i nie dwa z pewnością nie przeżył. Komenda „pierwsza pomoc” i usta-usta z butelką… Bezcenne. Szkoda że było zimno jak w grobie i pogoda była parszywa. Za to obiadek i wspominki – nie narzekam. Wieczorem udaliśmy się w celu zaspokojenia potrzeb kulturalnych do domu publicznego odtwarzania muzyki… Czyli machanie włosami na szantach w Czarnej Perle – grała Strefa Mocnych Wiatrów. Kilka znajomych buziek się trafiło, oraz cała masa nieznajomych. W drodze powrotnej pan pod monopolowym mi się przedstawił i dostałam wafelka… Nie pytajcie czemu O_o Rano kark bolał zaledwie odrobinę (czyżbym nabrała wprawy?), roboty było dużo, skanowanie przebiegało miarowo w towarzystwie doktora House’a (odcinek z kolesiem, który obrzezał się sam nożem do tektury… Miodzie.). Na koniec obiadek u mamusi i powrót do domu… Z całego weekendu dwa wnioski: 1. Nigdy nie skończę tego skanowania! 2. W PX ledwo Diablicę mogę wyciągnąć na parkiet, a i sama nie zawsze mam ochotę tańczyć. W Perle sama mnie ciągnęła i miałam z tego takką radochę, że nie chciałam przestać. Grunt to muzyka, jak widać. ^^
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

babsko

wtorek, 09 września 2008 15:14

była kawa w Cafe na Chmielnej, gdzie pan piec razy podchodzil i dopytywal sie co zamawiamy. A my tylko chcialysmy kawe mrozona z dodatkiem bitej smietany. I to wlasnie ta bita smietana sprawila taki klopot. Coz, pan nie z Polski, wiec rozumiem, ze mogl nas nie zrozumiec....Naszczescie dostalysmy to co chcialysmy i z dobrze zbita smietana. Nadprogramowa byla tez jakas posypka.

Pozniej lody na starowce i spacerek przez Nowy Swiat. Musze przyznac, ze po godzinie 21, kiedy to slonce nie swieci a ulice rozswietlaja lampy, wyglada przecudnie. Gwary, smiechy, ludzie przechadajacy sie po ulicach. Gdzies z boku stoi czlek, ktory probuje sprzedac kostke brukowa. W oddali slychac dzwony. W pokojach gasnie swiatlo, zaslony zostaja zaciagniete. Na dole w knajpkach zaczyna sie zycie. Siedza panowie w garniturach, parki czule sie obejmujace. Ktos robi sobie zdjecie na tle palacu prezydenckiego. Ktos sie usmiechnie....zycie plynie a wsrod tego zgielku dwie wariatki.

Spotkanie jak zwykle bylo bardzo owocne,planami na przyszlosc, na wspolne wypady. Nie obeszlo sie bez szczypty pieprzu w naszych rozmowach, sporej ilosci smiechu i dobrej zabawy. Czyli recepta na udany babski wieczor. Oby czesciej takich dni bylo w moim zyciu.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Peoples talk...

wtorek, 09 września 2008 10:36

Najpierw mała konkluzja na temat plotek - podobno nie piję, bo jestem z Oazy.
Serio.

Naprawdę ktoś wymyślił coś takiego - abstynentka z Oazy, która jest agnostykiem, ćwiczy Taiji (Kto nie słucha radia toruńskiego, ten nie wie, że tym samym jestem czcicielką szatana.), pisała pracę z błędów misjonarskich katolików w Indiach i historii dogmatyki katolickiej, wierzy w reinkarnację, zna tylko jeden pacierz oraz ma spełniony tylko jeden sakrament...
Nie no - pełen sukces. Zgubiłam żuchwę z wrażenia...

A to wierzchołek góry lodowej plotek na mój temat wśród moich całkiem świeżych i dawno niewidzianych znajomych. Od jednego kumpla usłyszałam, że jestem dwukrotnie rozwiedziona (mocne), mam nieślubne dziecko (standard), że rok mieszkałam w Szwecji (nie wiem czemu)... To są te miłe. Natomiast liczba moich nałogów, wpadek, zapaści, niemoralnych ekscesów przerasta moje możliwości pamięciowe. Zastanawia mnie, jak ludzie którzy znają mnie z tańczenia boso na starówce i urywania się z obozów harcerskich doszli do takich projekcji wyobraźni... Owszem, poszalało mi się w nastoletnim dzieciństwie, ale było to szaleństwo  adekwatne do sytuacji, czyli nieszkodliwe dla mnie i otoczenia. Jeśli chodzenie po Wilanowie ze swetrem pod sukienką i udawanie, że jestem w ciąży (zestaw ludzkich reakcji był wart zapamiętania…) jest aż tak plotkogenne, to właściwie powinnam prześwietlić całe swoje życie. I zastanowić się, z czego jeszcze można zrobić taki Big Deal, a potem zabezpieczyć się oświadczeniami na przyszłość.

 

No owszem – na obozach harcerskich spędzaliśmy noce na robieniu dowcipów, flirtowaniu, kąpaniu się w niedozwolonych miejscach, zwisaniu z drzew, zaczepianiu żeglarzy, gubieniu zuchów, znajdywaniu zuchów, lunatykowaniu, spaniu w nieswoim śpiworze, itp. W liceum, jako hippiska, włóczyłam się po dziwnych miejscach i tańczyłam przy bębnach boso po bruku, a także unikałam ludzi którzy ćpają i piją, bo mnie przerażali. Na studiach na zmianę albo udawaliśmy szlachtę w pałacyku w Łowiczu, albo motłoch na działce w Wildze, ponadto bywało się na turniejach rycerskich, dziwnych imprezach na wsi i wyjazdach fotograficznych o czwartej rano do Szczyrku. Na Ukrainie o trzeciej w nocy poszłam na dyskotekę (koledzy mnie namówili) i robiłam zdjęcia w operze (w trakcie przedstawienia), na Litwie zaliczyłam bliski kontakt z rudą krową... Na obozach treningowych… Hm. No dobra. Tutaj może troszeczkę da się poplotkować. Odreagowywałam zerwanie z Predatorem, niemniej w granicach swoich zasad.

 

A granice te zawsze były i będą dla mnie nieprzekraczalne.

 

Więc skąd święte przekonanie moich znajomych, że moja abstynencja wynika z uzależnienia od seksu/prochów/alkoholu. Bo wyglądam na grzeczną dziewczynkę? Może oczywisty wniosek jest taki, że naprawdę jestem grzeczna. Grzeczna wg tych standardów, które wyznają ci ludzie.

A dlaczego nie piję? Bo mam ojca alkoholika. Między innymi. No głównie dlatego.

 

A dlaczego słucham plotek?

Bo to zabawne, jak ludzie zgadują moje życie i jak zupełnie go nie rozumieją… A ja już wyrosłam z głupich szaleństw. Teraz preferuję szaleństwa przyjemne i pożyteczne.

Dzięki temu nic nikomu nie udowadniam, tylko idę potańczyć boso na deszczu w parku. Żeby poczuć się szczęśliwą.

I nawet policjanci patrzyli przyjemnością…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

RPGi

czwartek, 28 sierpnia 2008 10:32
Po ostatniej sesji muszę przyznać dwie rzeczy:Po pierwsze nie umiem trzymać się z góry ustalonego planu.Po drugie dygresje graczy wytrącają mnie z równowagi. Mogę dodać po trzecie - kiedy się ma miłośnika tortur w drużynie, należy wcześniej przemyśleć kwestie ewentualnych zeznań. Podobnie jak miłośnik potrzasków stanowi element folkloru... 

Jednym słowem - bawiłam się dobrze, drużyna się rozkręcała i gdyby nie fakt, że co drugi rzut był powyżej 80 w ogóle byłoby super ;)

 

Podsumowanie jest jedno - szkoda, że nie ma umiejętności "swobodnej gadki bez sensu" i "wyjątkowo oporny na reedeukację przez przemoc".... Oraz "Beznadziejny w rzutach".

A za tyydzień - drżyjcie śmiertelnicy i módlcie się o zdrowie psychiczne....!!

 

He he.

 

<evil smile>


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

o kobietach

wtorek, 22 lipca 2008 9:54
tak z przymrużeniem oka, przed manifestem....

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

51 powodów dlaczego warto być kobietą

sobota, 12 lipca 2008 7:26
Jak to śpiewałą Alicja Majewska być kobietą, być kobietą


1. Nie musisz zastanawiać się, czy już nadszedł dzień tygodnia, w którym należy się wykąpać.
2. Nikt nie nazwie cię męską szowinistyczną świnią.
3. Możesz uprawiać seks i jeszcze ci za to zapłacą.
4. Potrafisz być dwuznaczna.
5. Od wieków wiadomo, że mężczyzna jest głową, a kobieta szyją, która tą głową kręci.
6. Nie musisz przejmować się nieoczekiwaną wypukłością pod rozporkiem.
7. Wystarczy, że założysz bluzkę z dekoltem, a znajdzie się samiec, który nie oderwie od ciebie wzroku (i rąk).
8. Nigdy nie myślisz o tym o ile centymetrów powinien zwiększyć się twój biceps.
9. Zawsze możesz udawać, że było ci dobrze.
10. Nikt nie oczekuje od ciebie, że utrzymasz rodzinę.
11. Moda męska jest ograniczona.
12. Wchodząc do toalety zawsze odpoczniesz – siadając.
13. Nie trzeba ci mówić, kiedy zmienić skarpetki.
14. Potrafisz ugotować coś więcej niż ryż z paczki.
15. Możesz jeździć stopem, mając pewność, że nie będziesz machać ręką przez 3 godziny.
16. Nie dostaniesz w twarz za chęć do życia.
17. Będąc matką od razu pokochasz własne dziecko.
18. Nie musisz trenować, by twoja klatka piersiowa nabrała odpowiednich rozmiarów.
19. Nikt nie każe ci się ekscytować na widok facetów w podkolanówkach biegających za piłką.
20. Zawsze biją się właśnie o ciebie.
21. Nie martwisz się o to, czy już przeszłaś mutację.
22. Kobieta może się rumienić.
23. Nikt nie włoży ci palca w odbyt, jeśli nie masz na to ochoty (a propos komisji poborowych).
24. Płacz – nawet bez powodu – nie będzie przejawem mazgajstwa.
25. To ciebie przepuszcza w drzwiach.
26. Brak wytrysku może doprowadzić cię do śmiechu.
27. Nie martwisz się o to, czy on zamówi coś na co cię nie stać.
28. Możesz udawać małą, bezradną istotę.
29. Być wrażliwą to żaden wstyd.
30. Nie przezywasz stresu związanego z kupnem prezerwatywy.
31. Twoje zachowanie zawsze da się wytłumaczyć – hormony.
32. Wbrew powszechnym opiniom – to facet jest największym plotkarzem.
33. Masz tyle wyobraźni, że nie musisz wydawać pieniędzy na „Catsa”.
34. Farbowanie włosów nie będzie uznane za dewiację.
35. Nigdy nie spytasz: czy to jest łechtaczka?
36. Nie musisz wiedzieć nic o czołgach.
37. Przeżywasz dwa rodzaje orgazmu.
38. Nie musisz udawać, że bawią cię dowcipy o blondynkach.
39. Nie myślisz penisem.
40. Tylko w twoim przypadku słowo „nie” może znaczyć „tak”.
41. Zawsze możesz użyć świecy.
42. Kobieta nie bije męża.
43. Jesteś w stanie zrobić to 10 razy i nie masz dość.
44. Co to do diabła jest wiertarka udarowa?!
45. Kobieta wykonująca męski zawód nie będzie zażenowana.
46. Nie zgłupiejesz dla faceta do tego stopnia, by śpiewać serenady pod jego oknem.
47. Kobieta potrafi cieszyć się z kwiatka.
48. Seks miedzy dwiema kobietami nigdy nie powoduje odruchów wymiotnych.
49. Kobieta nigdy nie zostawi cię dla twojej przyjaciółki.
50. Jeśli zajdziesz w ciążę masz pewność, że brałaś w tym udział.
51. To właśnie dla kobiety facet traci głowę!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Al icia

piątek, 11 lipca 2008 10:12

No i po nowym spotkaniu ze starymi przyjaciółmi. Przyjaciółką.

Dużo mówiłam, dużo posłuchałam. Oczywiście jak zawsze czas nie grał roli – możemy się nie widzieć i nie wiedzieć o sobie faktów, a i tak znamy się z każdej strony i wiemy o sobie wszystko co naprawdę ważne. Jest w tym sporo ostrożności (po zaszłych ciosach wzajemnych). Ale też i dużo wzajemnej sympatii. Dobrze wiedzieć, że jest nam ze sobą dobrze, a nie potrzebujemy się nawzajem. To znaczy, że odpuściłyśmy zależności i jesteśmy prawdziwymi przyjaciółkami.

Aha. Był jeden zgrzyt, ale tylko mój. Oczywiście pozazdrościłam jej, bo moja przyszła rozwodniczka już jest w nowym związku bardzo szczęśliwa.

 

A ja nie.

 

Ja dopiero otwieram na nowo ten rozdział swojego życia po kilku spektakularnych porażkach. Dla mojego zdrowia psychicznego dobrze jest spokojnie eksplorować ten obszar i sprawdzać co, gdzie, jak i z kim chcę. To jest niezbity fakt, z którego zdaję sobie sprawę.

Drugi jest taki, że samotność jest mało sympatycznym miejscem i kiedy mówię, że przyjaźń wiele dla mnie znaczy, mówię o lęku przed samotnością. Jednym słowem – bliska jestem pułapki bycia z kimkolwiek, żeby nie być samą…

 

Dlatego właśnie Alicja mi tak dobrze robi. Nie ma to jak świeża perspektywa osoby spójnej wewnętrznie. Po tych przemyśleniach przeszłam do obserwacji i sprawdziłam rzetelnie, czy nie naruszyłam żadnych własnych granic idąc na wymuszone kompromisy… Nie. Wszystko na miejscu. Uff. Czy zaszłam gdzieś z poczuciem, ze nie można się wycofać? Nie. Kolejne Uff. Czy podoba mi się gdzie jestem. O tak! Uff. Czyli tu też w porządku. Czy nie potrafię być sama ze sobą? Ostatnio nawet chcę, tylko notorycznie nie mam okazji! No! Tu się trzeba nieco przeorganizować.

 

Po tym teście osobowości stwierdzam, że dobrze jest. Całe szczęście że trening interpersonalny na progu. Może się po nim bardzo zmienię, a może tylko ugruntuje.


 

Ja wersja blond.

Makijaż: Alicja

Foto: Alicja

Wyraz twarzy:pies Łukasza


 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Poszerzamy asortyment.

czwartek, 10 lipca 2008 15:10

Uwaga! Nowe pingwiny na horyzoncie :)

 

Czyli dla moich kochanych przyjaciół ciąg dalszy. Wiem, wiem, robię się ckliwa, ale wobec dołka, braku zen, kompletnej zawodowej i psychicznej rozsypki, jestem jakaś przesadnie szczęśliwa…

Dobrze mi z Wami jednym słowem.

A że nie było dawno zdjęć – pingwinków ciąg dalszy. A mnóżcie się mi na potęgę

=D




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

babsko

środa, 02 lipca 2008 10:46
jakis czas temu nabałym sobie, małą, zgrabną czerwoną torebke. Ciężkie to to, jak nie wiem co....i szczerze mówiąc nie wiem dlaczego.
Postanowiłam zrobić mały przegląd tego co tam nosze (po tym jak mój ojciec zapytał się mnie czy nie mam tam schowanego jakiegoś zwierzaka sporych gabarytów).
A więc....
trzy książki, cztery notesy, kilka długopisów (aczkolwiek nie wiem czy pisza, bo zanim znajde to już ktoś pożyczy), ładowarke do komórki, ładowarke do baterii,baterie, aparat, jakieś śrubokręty, parasolka, dwie szczotki i grzebień, suszarka do włosów,bluza, bluzka, szcoteczka do zębów, jakieś papiery, dokumenty itp, płyty, dezodorant, karty do gry, dwa kalendarze (i żaden na ten rok) i wiele, wiele innych rzeczy.
Ale co najdziwniejsze brakuje takich kobiecych atrybutów jak szminak, tusz do rzęs czy chociązby lusterko.
I wszystko się przydaje......
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Spotkania....

środa, 25 czerwca 2008 22:08


No. Coś w tym jest... Może wzmożona porcja celibatu, może wiosna, może fakt, że mam powodzeni (sic!), a może zwykła potrzeba relaksu.
Ja dziś też zaliczyłam babskie spotkanie, które było jak zwykle mieszanką wygłupów, wymiany newsów i wspomnień. Niby nic się nie robi, a czas mija, człowiek czuje się lepiej... Żeby ze wszystkim tak się dało.

Dziś był po prostu dobry dzień. Mam ich ostatnio coraz więcej i nie zamierzam z tym walczyć.

Salutem!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  62 648  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WSZĘDOBYLSKIE SZATAŃSKIE AMATORKI DZIAMGOLENIA (SPÓŁKA ELOKWENCYJNA) To my. Oraz kronika zawiązującej się, miejscami mocno pogmatwanej przyjaźni. :P

submachine

:: Gra Submachine 1::

submachine2

:: Gra Submachine 2::

submachine3

:: Gra Submachine 3::

submachine4

:: Gra Submachine 4::

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl